Historia o przygodzie z metrem w Budapeszcie

2

Dla osób takich jak ja, które na co dzień korzystają z warszawskiego metra, doświadczenie przejażdżki metrem w Budapeszcie to nie lada wyzwanie.

Naiwnie myślałam, że w większości miast świata metro wygląda podobnie – kupujesz bilet, kasujesz przed wejściem, otwiera się bramka, wchodzisz spokojnie na schody ruchome, korzystasz ze schodów standardowych lub windy i wchodzisz do wagonika, gdzie możesz spodziewać się kontrolera biletów. Niby wszystko jasne i oczywiste. Wcale jednak nie!

W Budapeszcie rozwiązali to nieco inaczej. Bilet kupuje się tak jak w Warszawie – przy wejściach do metra znajdują się automaty (dzięki wielkie za opcję „english”!), gdzie bezproblemowo można zapłacić kartą lub gotówką. I to by było na koniec znanych mi rozwiązań.

Budapeszt_biletBilet wygląda jak gra w Sudoku. Przy wejściu do metra stoją kasowniki – bez żadnych barierek, automatycznych przejść czy kołowrotków. Po prostu stoi sobie kilka kasowników na rurze, a otacza je wolna przestrzeń. Przypominają mi one takie, jakie ok.15-20 lat temu można było spotkać w warszawskiej komunikacji. Takie, gdzie wkłada się bilet, a kasownik wycina w nich otwór na dowód skasowania. W ten oto sposób kasownik w węgierskim metrze potwierdza, że skasowałeś bilet. W czasie kasowania jesteś uważnie obserwowany przez kontrolerów. Masz do wyboru – albo kasujesz bilet albo pokazujesz przy wejściu, że posiadasz bilet czasowy/długoterminowy lub grupowy. Nie ma tu znanych wszystkim bramek przy wejściu do metra, bo taką bramką jest żywy człowiek, którego nie przeskoczysz ani nie ominiesz przejściem awaryjnym. Ja w Budapeszt_schody1każdym razie nie miałam odwagi spróbować. Trudno spotkać na stacjach czy wewnątrz wagonów osobę sprawdzającą bilety, bo i po co – bez biletu do metra nie wejdziesz i kropka. Gdy już miniesz kontrolera, na widok schodów ruchomych może Ci się zakręcić w głowie. Są długie, strome i baaardzo szybkie. Biada temu, kto musi z nich skorzystać w stanie nietrzeźwym lub na kacu.

Trzymając mocno w ręku drążek od walizki zaczęłam się zastanawiać, czy uda mi się wskoczyć na te pędzące schody ciągnąć za sobą bagaż. Wielkiego wyboru jednak nie miałam, bo na tej stacji nie ma ani standardowych schodów ani tym bardziej windy. To SONY DSCmetro jest zdecydowanie dla młodych, zdrowych, szybkich i trzeźwych ludzi ;) Stanęłam więc w gotowości czając się do skoku. Raz, dwa i… ja jestem… walizka też… jadę… udało się! Uważam to za sukces i już myślę o tym, żeby nie spaść ze schodów, które pędzą z ogromną prędkością w dół. No i jeszcze jeden problem – muszę z tych schodów jakoś zejść (choć lepszym określeniem byłoby tu zeskoczyć). Trzy, dwa, jeden i… oj… „przepraszam, że panią podeptałam, a na pana wjechałam walizką. Bardzo przepraszam, ale sami widzą państwo te schody, a ja z walizką zmęczona po podróży”. Grunt, że mam dwie nogi całe ;-)

Tak oto docieram do wagonów metra. I to by było na tyle, gdyby nie fakt, że z tego metra trzeba jeszcze wyjść na miasto, ale to już zupełnie inna historia… ;)

MS


Statystyki odwiedzin strony (dane Google Analytics)

Unikalni użytkownicy: 0

Wszystkie wyświetlenia strony: 235

Unikalne wyświetlenia strony: 218


5/51 ocen

2 KOMENTARZE

  1. Bez przesady! Schody ruchome w metrach Budapestu nie sa takie straszne.
    Wymagaja szybkiej decyzji i odrobiny odwagi na wejscie poruszajacych stosunkowo szybko ruchomych schodów.
    Budapest ma 4 linie metra.
    Metro nr 1, które ma 120 lat (powstalo na Millenium Wegier rok 1896), bedac jednoczesnie pierwszym na kontynencie europelskim i drugim po Londynie w Europie ma tylko na linii metra 2 i 3 schody ruchome prowadzace w góre.
    Tylko linia 2 metra jest polozona dosc gleboko, gdyz jej budowe zakonczona na poczatku lat 1970. Glebokosc metra tlumaczono koniecznoscia budowy schronów dla mieszkanców Budapestu w przypadku wojna atomowej.
    Linia metra nr.3 juz nie jest tak gleboko polozona a na dodatek nie wszyskie stacje posiadaja schody ruchome. Tu dla osób z ciezkimi walizkami moze byc wiekszy problem wyjscia niz wkroczenie na ruchome schody.
    Bedac w Budapeszcie polecam komfortowa linie metra nr.4, które uwaza sie za jedno z najpiekniejszych w Europie.
    Artykul uwazam za nierzetelny i nie obiektywny, bo nie mozna uogólniac i wyolbrzymiac kilka stacji metra.
    Porównania takie prowadza do niebezpiecznych uogólnien np we Francji mówi sie pijany jak Polak tz. wszyscy Polacy chodza pijani? albo w Niemczech: Polak to zlodziej i bandyta itd.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj