Dandong- Korea Północna

0
                        W relacjach z podróży dość rzadko pamięta się o momencie zakupu biletów autobusowych, ale w tym wypadku musi być inaczej:) Dwa dni przed planowanym wyjazdem pojechaliśmy na dworzec autobusowy. Ten w Dalian, zaraz przy stacji kolejowej, właściwie trudno nazwać dworcem. Ot, po prostu, pare budek z biletami i autobusy ustawione wzdłuż drogi. Budki z biletami bardziej przypominały toy-toy`e, niż poważny element infrastruktury miejskiej. Choć, w zasadzie, toy toy też jest, chyba, elementem infrastruktury, szczególnie na Przystanku Woodstock. W każdym razie w kupowaniu biletów nie ma wielkiej przygody, ewnrualnie elementy poboczne mogą pomóc w budowie atmosfery. 
                         Otóż w kolejce obok pewna Pani, prawdopodobnie, nie mogła kupić biletu. Była bardzo zawiedziona. Rozpoczęła głośne lamenty, licząc, że może kasjerka wyczaruje jej z pod lady jeszcze jedno miejsce w autobusie. Lamenty nic nie dały, rozpoczęły się krzyki. Krzyki nic nie dały, rozpoczęło się walenia w szyby. Szyby to nadużucie, to raczej jakieś plastikowe cuś przyklejone na teśmę, bo dość szybko zaczęly „odlatać” od framugi. Jak już walenie pięścią nie poskutkowało, to dochodzimy do sedna sprawy. Mam ten obraz w głowie w tzw.”slow motion”- spowolnieniu, bo działo się to dwa metry ode mnie. Zdenerwowana Pani sięga do swojej plastikowej torby. Myślę sobie „oho, a teraz wyciągnie gnata”. Po chwili Pani wyciągnęła z torby tasak do mięsa- dość spory, dodam, zaczęła nim wymachiwać na lewo i prawo, walić w szyby. My bilety już mieliśmy, więc spokojnym krokiem udaliśmy się w tzw.”długą”.
                          Taki prolog, taka sytuacja. Teraz podróż w czasie i jesteśmy w Dandongu. Dandong, to raczej małe miasto, tylko ok. 700 000 mieszkańców. Generalnie nic specjalnego, poza tym, że leży na granicy chińsko- północno koreańskiej. Poza tym jest jeszcze odcinek Wielkiego Muru Chińskiego.
                          Rzeczywiście te dwa miejsca, to raczej jedyne miejsca w mieście, gdzie można zobaczyć „o jacyś turyści tu jednak są”. Centrum „oglądania” Korei Północnej znajduje się przy tzw. mośćie przyjaźni. Rzeka nazywa się Yalu. Akurat w tym miejscu jest dość szeroka. Oryginalny most został zbombardowany przez Amerykanów podczas wojny koreańskiej, gdyż odbywał się tutaj przerzut pomocy, zarówno broni, jak i czynnika ludzkiego. Przyjaźń z Chinami trwa do dzisiaj. Chiny, to główny partner handlowy Korei Północnej. Widać, to na odbudowanym obok moście, który pokonuje masa ciężarówek i autobusów z chińskimi turystami.

 

 

 

 

 

 

 

                        Ten pierwszy dzień upłynął głównie pod znakiem obserwowania tego, co dzieje się po drugiej stronie rzeki. Zbombardowany most jest dostępny do zwiedzania. Kończy się dopiero na ok. 2/3 szerokości rzeki, także można jeszcze bardziej zbliżyć się do Korei. Po drugiej stronie widać zabudowania różnego rodzaju np. diabelski młyn- część parku rozrywki. Jednak wygląda to jak wymarłe miasto. Ludzi brak.
                         To, co widać na pierwszy rzut oka, to ogromna dysproporcja między nabrzeżem chińskim, a stroną koreańską. Po stronie chińskiej mnóstwo ludzi korzystających z życia, kolorowo, wieżowce, samochody. Po drugiej ani ludzi, ani samochodów, ani wieżowców. Kolorów też nie ma, wszystko jakieś szare, beż życia. 

 

 

 

 
 
                       Po rzece krążą statki wycieczkowe, wypełnione turystami. Każdy chce być jak najbliżej, tego owianego tajemnicą kraju. Nawet Chińczyków bardzo to interesuje, a przez to, że są tzw. wielkiem bratem Korei Północnej, to w teorii i praktyce są najbliżej. W pewnym momencie pojawiła się też łódź północno-koreańska, jednak znów, zupełnie kontrastująca z tymi chińskimi. Musieli to być jakieś „grube ryby”, bo przecież byle kto w Korei nie ma czasu na zabawę. Panowie byli ochoczo pozdrawiani przez tłum. Odpowiadali uśmiechem i machaniem:)

 

                        
                     Niedawno w Dandong zatrzymano małżeństwo kanadyjskie pod zarzutem szpiegostwa. Para prowadziła tam popularną kawiarnię, z widokiem na rzekę. Kolega, który pochodzi z Dandong opowiadał, że przesiadywał w tym miejscu bardzo często, a cała sprawa jest tylko odwetem za zatrzymanie obywateli chińskich w Kanadzie pod tym samym zarzutem. Jak mówił, Kanadyjczycy nie trafili do więzienia, a do aresztu domowego w jednym z lepszych hoteli. Notkę można przejrzeć tutaj!
                      Będąc tak blisko tego kraju nie sposób nie pomyśleć, o tym, co kieruje ludźmi, żeby traktować innych ludzi jak niewolników. Nie chodzi mi tylko o szlechetny ród Kim`ów, ale wszytko to, co na świecie już się wydarzyło, dzieje się albo jeszcze nie przewidujemy, że się stanie.

 

 

 

 

 

Oto kilka postów, dotyczących sąsiadów Chin:

Jinmen- złota brama do Tajwanu

Hong Kong- co zabaczyć? Nic, bo pada!

Wietnamska gościnność

 

Więcej na DzieńDobryHanoi. Zapraszam!!!


Statystyki odwiedzin strony (dane Google Analytics)

Unikalni użytkownicy: 0

Wszystkie wyświetlenia strony: 2

Unikalne wyświetlenia strony: 2


0/50 ocen

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj