Chiny. Powrót do rzeczywistości

0
              Jakoś tak się porobiło, że przez prawie miesiąc nie napisałem ani jednego posta. Czy dlatego, że nic się nie działo??? Tego bym nie powiedział, po prostu, nastąpił trochę brak weny, a trochę nie miałem ochoty na jakieś specjalne eskapady, także większość czasu spędziłem na campusie lub nieopodal.
              Bardzo mi się tutaj podoba, to pewne. Uniwerek, akademik, zajęcia, dzięki tym aspektom jestem naprawdę mile zaskoczony. Jak zawsze są pewne niedociągnięcia, ale wszystko da się obejść. Mieszkam na piątym piętrze i z tego względu często nie mamy wody, więc trzeba robić spacerki na inne piętra, ale czy to tak naprawdę aż taki problem. Zima idzie, nie trzeba się myć tak często:) Poza tym w Chinach czlowiek się ściera z różnymi niemającymi sensu zasadami, typu dlaczego do diaska po 22.oo nie można robić prania?? 
               Chińscy studenci, to mają dopiero przechlapane. Muszą wrócić do akademika przed 22.oo, bo bramy do raju się zamykają i nikogo nie obchodzi, że ktoś stoi na zewnątrz. Z tym rajem, to też tak nie do końca. Na kilku metrach kwadratowych mieszka czworo lub sześcioro osób. W polskich więzieniach bywa lepiej!
               Moja grupa liczy coś koło 10 osób. Jestem ja, a reszta to sami Koreańczycy. Nie wiem, co jest z nimi nie tak, ale mówienie chyba nie jest ich narodowym hobby. Czasami szkoda mi nauczycielki, bo doczekanie się na „las rąk” graniczy z cudem. Także zazwyczaj ja już coś mówię, bo mnie szlag trafia. Przyczyna może być taka, że 60% osób w mojej grupie nie potrafi sklecić zdania po chińsku. W takim razie dlaczego jesteśmy w jednej grupie? W Korei chyba nie za bardzo się kładzie nacisk na język mówiony. Ludzie rozumieją sporo, ale już żeby coś wydukać, to strach w oczach. Na szczęście jest jeden normalny ziomek, z którym mogę w czasie przerwy pogadać, czy też wyskoczyć wieczorem na piwo. Próbowałem rozruszać towarzystwo, zaproponowałem wspólne wyjście wieczorem. Połowa patrzyła na mnie jak na idiotę, druga połowa ochoczo wzięła udział, tyle, że już podczas kolacji( oczywiście w restauracji koreańskiej:)) raczej nikt mną się nie przejmował i gadali tylko po koreańsku, mieli mnie w d****!
                 Mimo, to klimat do nauki chińskiego jest, bez porównania, lepszy. Z nauczycielami już tylko po chińsku, z resztą w innym języku nie da rady. Nauczyciele są tutaj, mam wrażenie, bliżej studenta. W Xiamen siedziało na zajęciach po 30 osób, także kontakt był minimalny. Tutaj grupy są mniejsze, więc łatwiej nawiązać jakieś relacje. Poza tym poziom j. chińskiego coraz wyższy, więc od razu możliwości szlifowania mowy jest więcej i więcej. 
                Chińczycy na początku października obchodzą swoje święto narodowe, także przez około tydzień każdy, kto może podróżuje. W najbardziej turystycznych miejscach może być trudno o miejsca do stania:) Znajomi tłumnie ruszyli do Pekinu. Mnie jakoś jednak tam nie ciągnie. Mam wrażenie, że Pekin nie zając. Do Pekinu zawsze można pojechać, więc lepiej na początek poobczajać, to co znajduje się o rzut kaminiem stąd. Stąd pomysł, aby zorganizować krótką wycieczkę do Dandong. Miasto tuż przy granicy z Koreą Północną. Rzeczywiście można rzucić okiem na ten najbardziej odizolowany kraj na świecie, poczuć choć trochę jego atmosferę. Wszelkie wyobrażenia na temat tego kraju można zrewidować lub nie. Bardzo ciekawe miejsce. W DanDongu można również odwiedzić najbardziej na wschód wysuniętą część Wielkiego Muru. Co za tym idzie, Wielki Mur mam odfajkowany:)
                Więcej szczegółów z tej wyprawy już wkrótce…

Statystyki odwiedzin strony (dane Google Analytics)

Unikalni użytkownicy: 0

Wszystkie wyświetlenia strony: 1

Unikalne wyświetlenia strony: 1


0/50 ocen

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj