Zabójstwo dziennikarki Veroniki Guerin, czyli gangsterka po irlandzku.

1

Znacie z różnych filmów czy książek stwierdzenie, że podobno każdy Amerykanin pamięta dobrze gdzie zastała go wiadomość o zamachu na prezydenta JF Kennedy. Ja pamiętam gdzie zastała mnie wiadomość o zamachu na World Trade Centre. Natomiast każdy Irlandczyk pamięta gdzie w dniu 26 czerwca 1996 roku zastała go wiadomość o zabójstwie irlandzkiej dziennikarki piszącej dla Sunday Independent – Veroniki Guerin.

Veronica początkowo pisała o skandalach w kościele, o IRA a następnie zaczęła opisywać przestępczość zorganizowaną związana z bossami narkotykowymi. Jej walkę z gangami narkotykowymi można obejrzeć w filmie Veronica Guerin (jest dostępny na Netflixie). Gdy Veronica zaczęła się interesować gangami narkotykowymi, handel narkotykami był największy jak do tej pory w historii Irlandii. 15 tysięcy osób dziennie wstrzykiwało sobie heroinę a kliniki odwykowe często przyjmowały na odwyk osoby nawet czternastoletnie.

Z góry ostrzegam, że będę trochę okrutna w swojej ocenienie Veroniki ale zarazem szczera. Gdyż jak dla mnie, ta dziennikarka nie miała instynktu przetrwania albo była na tyle naiwna, że święcie wierzyła, że jako dziennikarkę, nikt jej nie zabije pomimo wielu gróźb. Najpierw ostrzelano jej dom gdy w nim była z rodziną, następnie, John Gilligan, boss narkotykowy, którego ścigała i odwiedziła w jego domu, pobił ją dotkliwie. Jakiś czas po tym postrzelona została w nogę w swoim własnym domu (i to tylko dlatego, że broń nawaliła gdyż strzelający miał za zadanie ją zabić). Po postrzeleniu w nogę, Gilligan  zadzwonił do Veroniki i powiedział, że jeśli nie zostawi go w spokoju to porwie jej syna, zgwałci go a następnie zabije ją samą. Groźby z synem na szczęście nie spełnił ale tą drugą niestety tak, mimo że nigdy tak naprawdę mu jej nie udowodniono ani za nią nie skazano. Na ulicy Naas, w zachodnim Dublinie, do samochodu, którym jechała Veronica i zatrzymała się w korku, podjechało dwóch mężczyzn na motorze i oddało serię strzałów. Tym razem śmiertelnych.

Czemu teraz o tym piszę? Jak to, nie byłaś w pubie Halfway House, pyta zdziwiona koleżanka. Przecież masz nawet w miarę blisko, fajny klimat na pogaduchy a i jedzenie świetne. Poszłam więc pewnego wieczoru. Po raz pierwszy. Okres bożonarodzeniowy to był. W kominku wesoły ogień, choinka i piękne dekoracje. Przemiła, starsza kelnerka. To co zamówiliśmy na małe przegryzki, okazało się dużymi porcjami pysznego jedzenia. Było fajnie mówię do koleżanki. Dzięki, że mnie namówiłaś. Kilkanaście dni później czytam w gazecie, że do pubu wpadł człowiek z bronią, pobiegał po nim, wsiadła na motor i pojechał dalej. Szukał właśnie Johna Gilligana, który nie dawno wyszedł z więzienia, i który też upodobał sobie ten pub. Tylko akurat w tym dniu był w pubie ciut dalej na Blackhorse Avenue. Tamtejszego pubu koleżanka mi nie polecała.

Gilligan, który uciekł do Wielkiej Brytanii i został ekstradowany z powrotem w 1997 roku, w roku 2001 został skazany za posiadanie 22 ton marihuany wartej 55 milionów euro. Krótko po tym, wyrok został zredukowany do 20 lat. A w październiku zeszłego zeszłego roku wyszedł z więzienia po odsiedzeniu w sumie jedynie niecałych 17 lat.

Na początku grudnia zeszłego roku, jak już wam pisałam, w pubie w którym ja byłam kilka dni wcześniej, szukany był przez motocyklistę z bronią. Na początku marca tego roku, Gilligan został postrzelony cztery razy. Był w domu swego brata na imprezie z okazji chrzcin, i dopadnięto go w toalecie ale przeżył uciekając do kuchni (policja nie podaje więcej szczegółów, ale swoją drogą, jak ci próbujący zamachu, przeszli przez cały dom pełen pewnie jakichś innych oprychów i bodygardów, postrzelili Gilligana i wyszli z domu?). Dwa tygodnie potem zabito osobę, którą uważano za ochroniarza Gilligana (Stephen ‚Dougie’ Moran). Właśnie kilka dni po tym zdarzeniu, w zeszły wtorek, postanowiłam bliżej zapoznać się z historią Gilligana i Guerian. Po tym jak wieczorem obejrzałam film o dziennikarce, wrzuciłam jej nazwisko w wyszukiwarkę, aby więcej poczytać na jej temat…i co mi wyskoczyło jako najświeższe wiadomości? Ano, że kilkanaście godzin wcześniej, na wózku inwalidzkim (wciąż świeżo po postrzeleniach) Gilligan, pod ochroną irlandzkiej policji, w nocy, bez paszportu, wsiadł na prom do Wielkiej Brytanii i odpłynął w siną dal. Najciekawsze w tym było to, że w irlandzkich mediach nie było o tym ani słowa przez jakieś kilkanaście godzin, ja te wieści przeczytałam na łamach angielskiej prasy. Następnie irlandzka prasa doniosła, że Gilligan jest już w Amsterdamie gdzie będzie przechodził rehabilitację.

W roku, w którym zginęła dziennikarka doszło do wielu zmian. W sumie można stwierdzić, że jej śmierć zmotywowała rząd i władze do podjęcia odważnych decyzji. Rozpoczęto walkę z dilerami narkotyków  oraz powołano Criminal Assets Bureau, które to przygląda się nielegalnie zdobytym majątkom oraz gdy trzeba odbiera je właścicielom lub ściąga wielkie podatki. Dwa dni temu w radiu usłyszałam, że jedna z posiadłości Gilligana została właśnie sprzedana za pół miliona euro (swego czasu wyceniona była na 5 milionów). Oczywiście nic więcej nie mogę znaleźć na ten temat.

VG


Statystyki odwiedzin strony (dane Google Analytics)

Unikalni użytkownicy: 1

Wszystkie wyświetlenia strony: 12

Unikalne wyświetlenia strony: 12


0/50 ocen

Poprzedni artykułNajczęściej śpiewana niemiecka kołysanka
Następny artykułSubiektywna typologia wizerunkowa mężczyzn
Avatar
Polka w Dublinie. Anglistka. Ekonomistka. Realistka. Hobbystycznie socjolożka. Raz spotkałam Roberta Makłowicza i podobno Franka Kimono ale tego nie pamiętam bo byłam za mała żeby pamiętać. Oprócz tego kilkunastu ministrów irlandzkich. Z pewnością robiłam wiele rzeczy w życiu, czasem za dużo i za intensywnie. Kiedyś miałam cztery różne prace na raz. Kiedyś uczyłam angielskiego kilku prezydentów pewnego polskiego miasta. A jeszcze bardziej kiedyś pracowałam w pubie należącym do pierwszoligowej drużyny futbolowej w Londynie. Odkąd przyjechałam do Irlandii zajmuję się technologią, przedsiębiorczością, gospodarką i polityką irlandzką. Nie dlatego że chcę, ale zawodowo. Chociaż coraz częściej też chcę. W rozmowie lubię wyrażać się dosadnie. Jestem poprawna politycznie tylko służbowo, ale jeśli myślę, że ktoś jest idiotą to dam mu to odczuć. Osiągnęłam wiek w którym już mogę sobie na to pozwolić. I nic nie muszę. Mogę za to nie być słodka. Przeklinać też lubię, ale dopiero jak kogoś lepiej poznam bo to niegrzecznie przeklinać w twarz nieznajomemu. Pijałam latte gdy byłam młodsza. Teraz wolę Americano. Miłość do czerwonego wytrawnego wina pozostała tak samo mocna. Gdy sytuacja wymaga zmiany trunku to przerzucam się na whiskey. Zmieniam zdanie z doświadczeniem. A Ty?

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj