Poskaczmy jak barany – historia głosowania w Bundestagu

0

Dzisiaj postanowiłam zaserwować Wam scenkę rodzajową z parlamentu niemieckiego. Kiedy podczas mojej pracy w Bundestagu po raz pierwszy byłam jej świadkiem  zaniemówiłam. Miałam bowiem wrażenie, że w jednej chwili przeniosłam się z przybytku demokracji na jakieś dziwaczne targowisko. A rzecz się tyczy jednej z metod głosowania.

 

 

Zebranie SPD

 

W niemieckim Bundestagu posłowie oddają głos albo poprzez „powstanie i pozostanie na miejscu” tudzież przez podniesienie ręki. Ta druga metoda odbywa się jednak inaczej niż w polskim Sejmie, gdzie posłowie podnosząc rękę jednocześnie naciskają przycisk umieszczony w ławie parlamentarnej. Co za tym idzie w Bundestagu nie znajdziemy też ekranu, który wyświetlałby wynik głosowania. Ten ogłasza przewodniczący parlamentu niemieckiego na podstawie wzrokowej oceny podziału głosów. W sytuacjach, gdy wynik jest niejasny prosi się posłów o opuszczenie sali parlamentarnej, tak by przeprowadzić Hammelsprung czyli głosowanie metodą „baraniego skoku”. Parlamentarzyści oddają wówczas głos  swoim ponownym wejściem do sali obrad przez odpowiednie drzwi (z napisem „Tak”, „Nie”, lub „Wstrzymuję się”). Przy każdych drzwiach stoi po dwóch protokolantów, którzy głośno liczą przechodzących posłów. Przewodniczący parlamentu ogłasza koniec głosowania i podaje jego wynik.

Kiedy spytałam się moich współpracowników, czemu Niemcy nie zamontują sobie po ludzku przycisków służących oddawaniu głosów, jak to ma miejsce w Polsce, a nie  posłowie muszą latać w te i we wte, jak kot z pęcherzem, to wyszłam tylko na ignorantkę. „To przecież tradycja.” brzmiała odpowiedź. Dziś i ja jestem w stanie wyjaśnić zagwozdkę „Hammelsprungu”.

Metoda głosowania nawiązuje do „Odyseji” Homera. Wśród niezliczonych przygód Odyseusza znajdziemy także jego niewolę wraz z towarzyszami u Polifema, który po ich schwytaniu. zamknął wejście jaskini wielkim głazem, a następnie pożarł kilku z nich. Odyseuszowi udało się jednak upić Polifema  winem, a kiedy Polifem zasnął, wypalił mu rozżarzonym drągiem jedyne oko. Jako że Odyseusz wcześniej przedstawił mu się jako: „Nikt”, toteż krzyki Polifema: „Nikt mnie oślepił” (co w grece jest równoważne do nikt mnie nie oślepił) zostały zignorowane przez innych cyklopów. Oślepiony Polifem odsunął następnie głaz u wejścia do pieczary i czekał tam na uchodzących Greków. Odyseusz przywiązał wówczas siebie i towarzyszy do podbrzuszy baranów. Polifem gładził wychodzące barany jedynie po grzbietach i w ten sposób Grecy razem ze stadem wyszli na wolność. Niemiecka metoda głosowania, której dziś poświęciłam swój post nawiązuje właśnie do tej mitycznej sceny ucieczki Odysa wraz z towarzyszami.

Ładnie, że Niemcy pielęgnują tradycję, ale i tak nie rozumiem, czemu akurat tą opowieść z mitologii sobie wybrali. Może z troski o kondycję fizyczną swoich posłów? My, współpracownicy przynajmniej mieliśmy od czasu do czasu widowisko:) Choć, jakby tak się zastanowić, to chyba jeszcze więcej atrakcji sprawiłoby nam odgrywanie mitu „Jabłka niezgody”, bo wyobraźcie sobie tylko: Angela Merkel, Ursula von der Leyen (Minister Obrony) i Manuela Schwesig (Minister ds. Rodziny, Seniorów, Kobiet i Młodzieży) w roli trzech bogiń Bundestagu i Franka Waltera Steinmeiera w roli Parysa…


Statystyki odwiedzin strony (dane Google Analytics)

Unikalni użytkownicy:

Wszystkie wyświetlenia strony:

Unikalne wyświetlenia strony:


0/50 ocen

Poprzedni artykułJak meczet w Kordobie stał się katedrą
Następny artykułMoja pierwsza wielka podróż
Avatar
Mam na imię Katarzyna i choć z wykształcenia jestem w pierwszej linii germanistką, to znajomi za sprawą wszystkich moich pasji nazywają mnie "Kobietą Renesansu". W moim życiu zawodowym zajmuję się głównie promocją Polski i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej oraz integracją międzykulturową, która to działalność zaprowadziła mnie min. do Parlamentu Niemieckiego. Na swoim koncie mam też serię wystaw w galeriach niemieckich poświęconych naszemu kawałkowi Europy. Nie jestem typową emigrantką "za chlebem". Właściwie to zawsze chciałam żyć w Polsce. Dwa razy już mieszkałam w Niemczech i za każdym z tych razów próbowano mnie przekonać, bym tu została, ja jednak uparcie jak bumerang wracałam na łono ojczyzny. Jest jednak takie powiedzenie "do trzech razy sztuka", które w moim przypadku miało swoje przełożenie... a zadbał o to ze wszystkich sił Mój Najcudowniejszy Pod Słońcem Mąż (ksywka ta stanowi uśmiech w stronę Ephraima Kishona, satyryka węgiersko-izraelskiego pochodzenia (urodzony jako Ferenc Hoffmann w 1924 na Węgrzech, „ponownie narodzony” w 1949 jako Ephraim Kishon w Izraelu który pisząc o swojej drugiej połówce używał określenia „Najcudowniejsza Ze Wszystkich Żon”)Bliżej mogliście nas poznać z serii artykułów w "Przyjaciółce":)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj