Jezioro Cisa lepsze niż Balaton

0
Oczywiście jezioro Cisa (Tisza-tó). Niedawno je odwiedziłem i nie dość, że do dziś chodzę z głową pełną wrażeń stamtąd to w dodatku wszyscy, z którymi o nim rozmawiałem podzielają moją opinię.

Jezioro jest spore (127 kilometrów kwadratowych – dla porównania, Balaton ma ich 594) i bardzo nowe: powstało w wyniku spiętrzenia Cisy w okolicach Kisköre w roku 1973. Utworzono je dla zapobiegania powodziom oraz irygacji w rolnictwie.

Stworzenie jeziora było w pewnym stopniu odtworzeniem stanu pierwotnego. Bo kiedyś wielka niecka kotliny Panońskiej była w dużej części pokryta mokradłami i  osuszenie kraju było gigantycznym przedsięwzięciem drugiej połowy XIX wieku. Operacja się udała, rzeki grzecznie płyną wyprostowanymi korytami, nieużywane zakola rzeki ją rajem dla wędkarzy, powodzie są katastrofą przytrafiającą się czasami a nie codziennością, co umożliwiło rozwój rolnictwa. Przyroda też, rzecz jasna, zauważyła zmiany, o tym więcej za chwilę.

Mała Cisa

Mała Cisa przepływająca przez jezioro – duży rozmiar po otwarciu w osobnym oknie

Nad jeziorem byliśmy w hotelu położonym między Poroszló i Tiszafüred, to teren parku narodowego Hortobágy, w którego innej części byłem już wcześniej (też było świetnie – wpisy tu, tu i tu). Nie całe jezioro to taka cicha idylla jak tu, w innej części można pływać na skuterach wodnych, są tam plaże i jest generalnie głośniej. Tutaj jednak, jak się człowiek oddali od drogi i toru kolejowego, które przecinają jezioro w połowie, poza nawoływaniem ptaków słychać czasem terkotanie silniczków łódek rybackich.

jezioro Cisa

mosty kratownicowe

Nad jeziorem Cisa w głównej roli jest przyroda. Jest tu masa ptaków do oglądania – ponad 300 gatunków. Koniec października, kiedy byliśmy to okres przelotów żurawi. Poszliśmy oglądać je wieczorem jak zapadają na sen na polu. Dowiedzieliśmy się jak są czujne: dwieście lat temu, kiedy żyły na rozciągających się tu mokradłach służyły jako strażnicy domostw. Istniał wówczas osobny zawód żurawnika. Żurawnicy zajmowali się oswajaniem żurawi – podobno przywabiając młode osobniki przy pomocy kawałków chleba nasączonego palinką Zawód wymarł wraz ze zniknięciem żurawi.

jezioro Cisa

takie widoki  czekają oglądających żurawie

żurawi wieczorny harmider

jezioro Cisa

cały czas nad głową, zdjęcie Chłopaka

I jeszcze jedna ciekawostka dotycząca tych ptaków. Ich zakrzywione pióra spod lewego skrzydła („lewe pióra”) były nieodzowną ozdobą kapelusza pastuchów z Hortobágy. Tylko one się nadawały bo tylko one noszone z lewej strony odpowiednio opadały w tym. Każdy szanujący się pastuch musiał mieć takie pióro, słyszałem o wypadku, kiedy za takie pióro dano całą krowę (wiele się różnili od obecnych nastolatków, które MUSZĄ mieć najnowszego iPhona?)

kapelusz csikosa z lewym piórkiem, źródło strona Gyuli Mihalkó

Tyle żurawie. Inne zwierzę, które było ale go już nie ma to bieługa. Ta ryba dochodząca w wadze do 600 kilogramów żyła kiedyś i na Węgrzech. Pływała w Dunaju i w morzu Czarnym: w trakcie swego życia potrzebuje zarówno środowiska słodkowodnego jak i morza. Przestała się pojawiać kiedy rzeki poprzegradzano progami. Bieluga daje jeden z rodzajów kawioru.

Bieługę widzieliśmy w, jak to chętnie się tu podreśla, największym w Europie akwarium słodkowodnym usytuowanym w Poroszló. Otwarte trochę ponad rok miejsce wciąż lśni nowością. Poza samym akwarium, gdzie poza rybami można sobie obejrzeć karmienie wydr, są tam też żaby, węże i jaszczurki. Akwarium ma też część pod gołym niebem.

bieługa

bieługa, zdjęcie Chłopaka

Stąd też ruszają stateczki na trzcinowisko, gdzie można sobie pochodzić po drewnianych chodnikach o popodglądać ptaki. Tu i ówdzie stoją tablice informacyjne i tak dowiedziałem się, że jednym z najlepiej upierzonych ptaków jest łabądź. Ma nie mniej niż dwanaście tysięcy piór.

jezioro Cisa

stateczek wiozący turystów na trzcinowisko, z tyłu widać charakterystyczną wieżę akwarium

jezioro Cisa

domek do obserwacji ptaków

jezioro Cisa

są tam nie tylko ptaki

Najlepsze są jednak wycieczki łódką z GPS-sem. Wynajmuje się pięcioosobową płaskodenną łódką z motorkiem, wybiera trasę na GPS-ie i jazda! Bez GPS-su można by się łatwo zgubić w trzcinach mimo tu i ówdzie stojących w wodzie drogowskazów.  Było przepięknie choć podobno najlepiej jest wybrać się w połowie lipca bo wówczas najintensywniejsze jest ptasie życie i pisklęta są na tyle duże, że zaczynają opuszczać gniazda i można je zobaczyć.

jezioro Cisa

drogowskazy wodne

jezioro Cisa

w ciasnych szuwarach

jezioro Cisa

każdy ma dwanaście tysięcy piór, zdjęcie Chłopaka

Można też jeździć nad brzegami jeziora rowerami. Jest wyspa przygód w małpim gajem (nie dotarliśmy tym razem). Jest pewno i wiele innych rzeczy, których póki co nie odkryliśmy.

No i są ryby. Łatwo kupić świeże ryby, wszędzie można je zjeść. Podawane są też na więcej sposobów niż oklepana rybna święta trójca zupy rybackiej, ryby panierowanej czy też paprykarza. Nie na darmo na tych terenach nawet chłopi jadali kiedyś żaby, coś z tych tradycji do dziś pozostało.

Czemu jezioro jest lepsze od Balatonu? Bo tu jest więcej do robienia niż nad Balatonem, nad którym wybór ogranicza się w zasadzie do kąpieli, żeglowania – jak ktoś umie – i ewentualnie turystyki winnej. Bo samego Balatonu, na ile by piękny nie był, nie widać niemal spod warstw tandetnych domków letniskowych, budek sprzedających tandetę i smażone morszczuki, betonu i kąpiących się.  Bo Balaton tak „ucywilizowano”, że aż człowiek podejrzewa, że pływające po jeziorze parę łabędzi jest na etacie samorządu. Kiedyś sytuacja na pewno się poprawi ale póki co zawsze jest jezioro Cisa.

jezioro Cisa

jest pięknie


Statystyki odwiedzin strony (dane Google Analytics)

Unikalni użytkownicy: 0

Wszystkie wyświetlenia strony: 11

Unikalne wyświetlenia strony: 9


0/50 ocen

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj