Sguszczionka – kultowy rosyjski przysmak

0
Wcale nie chciałam pisać o sguszczionce, bo nie lubię pisać o rzeczach, na których się nie znam. A tu jeszcze produkt spożywczy, którego nigdy nie lubiłam – mleko zagęszczane, czyli sguszczionnoje mołoko, czyli swojska rosyjska sguszczionka. Pełno tego na pólkach rosyjskich sklepów, pełno też w restauracjach i barach naleśników ze sguszczionką, brr…

Okazuje się jednak, że produkt to kultowy i w Rosji ma rzesze gorących fanów, szczególnie z mojego, średnio-młodszego ;) pokolenia. No a kiedy niejaka Mery Orzeszko, prowadząca niebanalny blog literacki Archiwum Mery Orzeszko, po prostu zażądała artykułu o sguszczionce – poddałam się. Ostatecznie – lubię krówki, a to nic innego niż produkt na mleku zagęszczanym.

Próbowałam zebrać informacje na temat sguszczionki od znajomych na fejsbuku. Zawsze to lepsze niż korzystać tylko z netu. Komentarze do mojego pytania nie zawierały zbyt wiele treści, za to był w nich ogromny ładunek emocjonalny. – Sguszczionka grzeje nasze serca! – Można jej nie jeść cały rok, ale nie ma bez niej życia! – Najlepszy tort tylko ze sguszczionką! Itp.

W końcu najlepsze historie o sguszczionce opowiedzieli mi koleżanka z pracy i, oczywiście, mój Misza. Dla obojga ta żółtawa maź stanowi produkt kultowy, chociaż dzieli ich (Tatianę i Miszę) różnica całego pokolenia.

Zacznijmy jednak od historii sguszczionki. Otóż wcale nie wymyślił jej, jak moglibyście przypuszczać, uczony radziecki o nazwisku Sguszcziow (w przeciwieństwie do klatki schodowej, którą, jak żartowaliśmy w dzieciństwie – wynalazł Schodow ;)) Pierwszy pomysł wyszedł od Francuza, Nikoli Appela, w 1810 roku. Ten paryski cukiernik zaobserwował, że słoik z sokiem uraczony wrzątkiem będzie długo chronił płynną zawartość. Jeszcze lepiej wrzątek działał na mleko, które tradycyjnie przechowywano w metalowych puszkach, nie pękających pod wpływem temperatury. Właściwym ojcem sguszczionki został jednak Amerykanin, Gail Borden, który wynalazł aparat do produkcji skondensowanego mleka z cukrem i natychmiast powstały produkt opatentował.  W Rosji produkcja sguszczionki zaczęła się w roku 1881 pod Orenburgiem. Również w metalowych puszkach. I choć teraz sguszczionkę można kupić w różnego rodzaju opakowaniach: tubkach (w PRLu były tubki, ktoś pamięta?), plastikowych torebkach, kartonikach, butelkach, to kultowa pozostanie zawsze ta z puszki. A szczególnie z takiej, jak ta poniżej, ze słynną niebiesko-biało-granatową radziecką grafiką.

Prawdziwe pełne mleko zagęszczane

I jeszcze jedna ważna rzecz: prawdziwa sguszczionka nie nosi nazwy sguszczionka, tylko pełne mleko zagęszczane. To ważne rozróżnienie, bo na rynku jest wiele podróbek i imitacji z np. olejem palmowym.

Niebieska puszka ma tak charakterystyczny design (nikt go nie zastrzegł, zdaje się…), że nie sposób jej pomylić z niczym innym. A dla wielbicieli sguszczionki wypuszcza się na rynek szereg gadżetów z ich umiłowaną puszką.

Co znajduje się w sguszczionce, że budzi takie emocje? Dla mnie skondensowane mleko nawet bez dodatku cukru jest słodkim zatykaczem… To kwestia smaku, ale też kwestia sentymentalna i … życiowa. Bo bez sguszczionki można było nie przeżyć. Nie tylko dlatego, że jest naprawdę pożywnym i wartościowym produktem. W Związku Radzieckim w puszkach skondensowanego mleka ludzie często otrzymywali część wypłaty. Nie ma życia bez sguszczionki i tuszonki ! Tak, rodzice Tatiany często wracali do domu z puchami mleka i konserwami z mielonką zamiast pieniędzy.

Mama Miszy, która pracowała jako naukowiec radiobiolog na akademii w Syktywkarze, często jeździła na różne północne ekspedycje. Dziecka nie było komu zostawić, a sguszczionka na wyprawach ratowała je od głodu. Kiedy Misza zostawał pod opieką babci, mama zostawiała lwią część puszek w domu – rosyjska matka, jak i polska,  od ust sobie odejmie, ale dla dzieci wszystko. Żelazny zapas sguszczionki musiał też dotrwać do Nowego Roku, bo na jej bazie powstawał najsmaczniejszy tort – na przykład słynna Praga.

Bardzo popularne były i są do tej pory ptysiowe orzeszki z nadzieniem ze sguszczionki. W ZSRR sprzedawane były specjalne foremki do tych orzeszków, a teraz to już są całe maszynerie, tzw. orzechownice.

Dzieci uwielbiały wypijać sguszczionkę przez dziurki w puszce. Legalnie lub pokątnie robiło się dwie – po obu stronach denka. I wysysało. Przy sposobie nielegalnym nieraz matka odkryła puste, równo ustawione puszki w szafce po jakimś czasie i robiła awanturę. Wiele jest takich różnych sentymentalnych historii w runecie.

Sguszczionkę gotowało się, żeby zgęstniała i nabrała pięknego, karmelowego koloru. Żeby można było ją jeść łyżkami na przykład. Przyjaciel Miszy ze studiów w Akademii Lotniczej przywiózł kiedyś do akademika upragnione puszki. Włożył je do garnka i nastawił wodę (bo właśnie w taki sposób gotuje się sguszczionkę, chyba też jakieś dziurki wtedy robi się). Umęczony podróżą zasnął, a sguszczionka gotowała się, gotowała, kipiała, wrzała i w końcu… wystrzeliła! Huk był niesamowity, a ściany pokoju pokryły się brązowymi strugami. Jedna z puszek doleciała do sufitu i tam została, ale denko odpadło. I cała zawartość również… Chłopaki potem posprzątali pokój, ale puszkę zostawili na suficie na pamiątkę. Kto wie zresztą, czy dałaby się odkleić :)

Nie będę dawać żadnych przepisów, błagam! W końcu to jest blog obyczajowy, a ja sguszczionki nie lubię. No chyba, że mnie będziecie bardzo prosić w komentarzach. Albo jak Tatiana coś przyniesie :)

Zdjęcia: runet

 http://www.novostioede.ru/article/kto_pridumal_sgushhenku/

Statystyki odwiedzin strony (dane Google Analytics)

Unikalni użytkownicy: 66

Wszystkie wyświetlenia strony: 67

Unikalne wyświetlenia strony: 66


0/50 ocen

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj