Muzyka klasyczna jako sposób na bezdomnych

Muzyka klasyczna jako sposób na bezdomnych

Kiedy robi się chłodno problem bezdomnych staje się w Niemczech bardziej widoczny. Kolej, burmistrze poszczególnych miast oraz cały zastęp instytucji starają się walczyć z urządzaniem sobie przez osoby nie posiadające stałego miejsca zamieszkania sypialni w miejscach publicznych.

Z Polski pamiętam obrazki funkcjonariuszy straży miejskiej spisujących, przeganiających tego typu jednostki. W Niemczech postanowiono chwycić się innych środków: muzyki klasycznej…, którą przeganiają bezdomnych i narkomanów. Taka muzyka jest puszczana np. na stacjach metra. Według pierwszych obserwacji metoda zdaje się przynosić efekty. Przykładowo na dworcu w Essen oraz  jego  okolicach  odnotowano spory spadek liczby „włóczęgów”… Wyobrażacie sobie? Chopin, albo Beethoven jako przeganiacze bezdomnych…

Jacy kompozytorzy znaleźli się na liście do wypełnienia tak zaszczytnego zadania? Mogę tylko napisać, że metro w Berlinie postanowiło sięgnąć po muzykę Karlheinza Stockhausena i tą decyzją ściągnęło na siebie problem. Towarzystwo imienia muzyka uznało pomysł za obelgę dla kompozytora i postanowiło takie podejście do jego twórczości zaskarżyć… A co Wy myślicie o takich metodach?

(Visited 9 times, 1 visits today)

Powiązane wpisy

Share This

About the author

Sbundowani

Mam na imię Katarzyna i choć z wykształcenia jestem w pierwszej linii germanistką, to znajomi za sprawą wszystkich moich pasji nazywają mnie "Kobietą Renesansu". W moim życiu zawodowym zajmuję się głównie promocją Polski i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej oraz integracją międzykulturową, która to działalność zaprowadziła mnie min. do Parlamentu Niemieckiego. Na swoim koncie mam też serię wystaw w galeriach niemieckich poświęconych naszemu kawałkowi Europy. Nie jestem typową emigrantką "za chlebem". Właściwie to zawsze chciałam żyć w Polsce. Dwa razy już mieszkałam w Niemczech i za każdym z tych razów próbowano mnie przekonać, bym tu została, ja jednak uparcie jak bumerang wracałam na łono ojczyzny. Jest jednak takie powiedzenie "do trzech razy sztuka", które w moim przypadku miało swoje przełożenie... a zadbał o to ze wszystkich sił Mój Najcudowniejszy Pod Słońcem Mąż (ksywka ta stanowi uśmiech w stronę Ephraima Kishona, satyryka węgiersko-izraelskiego pochodzenia (urodzony jako Ferenc Hoffmann w 1924 na Węgrzech, „ponownie narodzony” w 1949 jako Ephraim Kishon w Izraelu który pisząc o swojej drugiej połówce używał określenia „Najcudowniejsza Ze Wszystkich Żon”) Bliżej mogliście nas poznać z serii artykułów w "Przyjaciółce":)

View all articles by Sbundowani

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.