KRAINA AVATARA NAPRAWDĘ ISTNIEJE i znajduje się w Chinach

KRAINA AVATARA NAPRAWDĘ ISTNIEJE i znajduje się w Chinach

Zapewne pamiętacie piękne, wiszące góry, wśród których latają bohaterowie filmu „Avatar”.
Otóż istnieją one naprawdę, to część gór w parku narodowym Wulingyuan niedaleko od miasta Zhangjiajie w prowincji Hunan.
Chińską nazwę Parku Narodowego, którym się tak zachwycił James Cameron trudno wymówić, a co dopiero zapamiętać – ZHANGJIAJIE. Okazuje się jednak, że w Państwie Środka nazwa Avatar jest mało znana, w całym parku widzieliśmy tylko raz, że pojawiła się w opisie atrakcji, a nawiązania do stworów filmowych właściwie nie widać. Wydawałoby się, że sklepy będą zarzucone gadżetami ludzi z Pandory, a tu nic, żadnej pamiątki nie kupisz, jednak co amerykańskie to nadal be.
Zapewne każdy chciałby zobaczyć słynne latające góry oplecione mgłą i wystające ponad białą ‘pierzynę chmur’, wtedy rzeczywiście wyglądają jakby unosiły się w powietrzu. Tylko, że taka mglista deszczowa pogoda to pułapka, najczęściej wtedy są schowane we mgle jak w mleku i nic nie widać, mgła może być też za nisko albo za wysoko i ogólnie pochmurno i zimno, łatwo o rozczarowanie, tym bardziej, że bilet wstępu nie jest tani 248RMB (około 140zł) + dodatkowe koszty za kolejki i windę, jeżeli ktoś chce skorzystać.
Chyba lepiej jednak oglądać je przy pięknej słonecznej pogodzie. Tak właśnie zdecydowaliśmy i było pięknie.


Ciekawostką jest to, że spiczaste filary powstają przez kruszenie skał, nie są więc gładkie jak nasza wapienna Maczuga Herkulesa i jest ich tysiące.
Kolejna istotna sprawa, żeby się nie zawieść tylko zachwycać to informacja, że bilet wstępu jest na 4 dni, jeżeli macie tyle czasu to jest tu co robić i wychodzi wtedy około 35 zł za dzień, co już jest całkiem znośną i rozsądną ceną ;) Ścieżek do spacerowania jest mnóstwo, a każda kolejna to nowa niespodzianka, góry można oglądać z dołu i z góry.


Koniecznie też warto zaliczyć WINDE DO NIEBA.
Niezwykła winda Bailong (winda stu smoków) ma aż 3 rekordy Guinessa najwyższa zewnętrzna winda na świecie, najszybsza (w 1 min pokonuje się 330m), najbardziej ładowna (przewiezie jednorazowo 50 osób. Wrażenia niesamowite, najpierw jedzie się w tunelu wydrążonym w skale i nagle pojawia się przed tobą bajeczny widok.


Filar podtrzymujący niebo – takie ciekawe nazwy wymyślili Chińczycy


Mieszkańcy Krainy Avatara też uprawiają ryż, oto pole w niebie – ‚Fields in the sky’ – a w oddali jak się przyjrzycie widać windę Bailong.


Niedaleko Krainy Avatara, czyli w okolicy w Zhangjiajie znajduje się parę innych atrakcji koniecznie do zobaczenia. Trzeba tylko zaplanować więcej czasu, żeby nacieszyć się wszystkimi pięknymi widokami. My byliśmy tam 6 dni i było co robić.
YELLOW DRAGON CAVE – Huanglong Cave

W Krainie Avatara mają nie tylko latające góry, ale także podziemne miasto z rzeką, mostem i autostradami – tak właśnie wygląda jaskinia żółtego smoka.
Ja tam nie jestem za jaskiniami, ale ta zrobiła na mnie wrażenie, największa jaką widziałam, z największymi stalaktytami i stalagmitami, najbardziej oświetlona i kolorowa, ale żeby w pełni oddać wszystkie naj …. – trzeba też dodać z najbardziej rozwrzeszczanymi turystami na świecie – Chińczykami.
Wiecie jak zapamiętałam, które są stalaktyty i stalagmity? Tit po niemiecku to cycek, więc ten co zwisa to stalaktyt

BRAMA DO NIEBA, czyli TIANMEN ze swoją największą atrakcją – GLASS SKYWALK.


To kolejny must see w Zhangijajie, wycieczka jest na jeden dzień niezapomnianych wrażeń.
Szklane ścieżki to miejsce gdzie wyobraźnia walczy z rozsądkiem. Jak na razie spacerować można po trzech szklanych Skywalkach oraz kilometrach ‘normalnych’ ścieżek zawieszonych na wysokości 1400 m, przyklejonych do klifów.


Warto wiedzieć, że Góra Tianmen to nie tylko szklane ścieżki przyklejone do zbocza gór, ale całe mnóstwo innych atrakcji. Chińczycy chyba lubią mieć wszystko naj … i w przypadku góry Tianmen udało im się osiągnąć sukces parę razy:
– Czeka was tam przejażdżka najdłuższą na świecie kolejką linową, trwa 30 minut i ciągnie się przez ponad 7 kilometrów.
– 999 stopni mają Schody do Nieba, czyli do najwyższej dziury na świecie znajdującej się w górze.
– Przez 11 km można przejechać się autobusem po drodze 99 zakrętów (do tej pory największe emocje wzbudziła we mnie droga Trolli w Norwegii, ale Chińczycy ją przebili);


Tianmen ma wysokość 1,519 m i jej górne partie często są zatopione w obłokach. To na ile uda się zachwycić cudami tej góry w dużym stopniu zależy od pogody, niestety można trafić na mleko i kiepską widoczność. My wybraliśmy się latem, co oznacza że jest bardzo gorąco, ale większe szanse na piękne widoki. Chociaż czytałam, że jak masz chmury pod nogami spacerując po Glass Skywalk to mniejszy strach ;)


Na szczycie góry znajduje się świątynia, której początki sięgają dynastii Tang – kolejna atrakcja, której nie wolno pominąć.
Wszystkie punkty turystyczne w Chinach są niestety bardzo drogie (pocieszające jest chociaż to, że kasują tak samo obcokrajowców i Chińczyków, strasznie nas denerwowały 10 razy wyższe ceny w Tajlandii czy Indiach) – Tianmen przykładowo 260 Rnb = 145 zł, w cenie jest przejazd najdłuższą kolejką oraz autobus po drodze z zakrętami, ale już za inne dodatkowe podwózki (np. kolejka krzesełkowa) trzeba sobie dopłacić lub więcej chodzić.


Za nami 999 schodów do Nieba, nie liczyłam więc nie potwierdzam, że na pewno tyle. Czy to nie dziwne, że wszystko mają z 9-wiątkami?
Góra warta tej kasy absolutnie, wrażenia niezapomniane!
Nie sądziłam, że Chiny mnie tak zachwycą, nie dość, że mają tyle wspaniałych miejsc do zobaczenia to jeszcze tak przygotowują trasy w górach, że never ending WOW!!!

Więcej informacji o naszym życiu i podróżowaniu po Chinach znajdziecie na blogu i FB >> https://www.facebook.com/Rajscy

(Visited 24 times, 1 visits today)

Powiązane wpisy

Share This

About the author

Rajscy w Azji

Od lutego 2010 roku jestem na koczowniczej emigracji w Azji :-) Nazwałam ją tak ponieważ nadal zmieniam miejsca zamieszkania i dalej szukam swojego final destination. Razem z Rajskim oprócz zwiedzania i poznawania świata zajmowaliśmy się np. pracą w sierocińcu w Kathmandu. Przez 3 lata mieszkaliśmy w Mumbaju i pracowaliśmy w Bolywood. Przez 5 lat w Tajlandii pracowalimy jako nauczyciele. Teraz jesteśmy w Chinach i uczymy małych chiczyków angielskiego. A co dalej? Zobaczymy ;-) Takie szalone decyzje poszukiwania swojego miejsca na ziemi, to raczej pomysły młodych ludzi, którzy są na początku swojej drogi życiowej. Z nami było odwrotnie, najpierw wychowaliśmy naszego syna w Polsce, osiągnęliśmy swoje sukcesy zawodowe, czegoś tam się dorobiliśmy. Jednocześnie wpadliśmy w rutynę codzienności, typowy schemat, praca-dom, praca-dom. A potem zapadła decyzja o zmianie, właściwie to trochę życie za nas zadecydowało ;-)

View all articles by Rajscy w Azji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.