Co mnie wkurza i co kocham na Mauritiusie

Co mnie wkurza i co kocham na Mauritiusie

Korzystając z ulewnego wieczoru mogę popisać trochę po polsku ;)
Dzisiaj będzie post słodko- ostry. Napisze co kocham na Mauritiusie, a jakie różnice kulturowe
(mimo najszczerszych chęci i dużej dozy tolerancji) niekiedy doprowadzają mnie do szału, jak niektórych tytułowe chilli w słodkim mango.
Swoją drogą tytuł jest przewrotny, bo ja akurat to dość zaskakujące połączenie- słodyczy i ostrego-uwielbiam.
Kolejność jest subiektywna, przypadkowa, a całość polecam traktować z lekkim przymrużeniem oka ;)
Mieszkam na wyspie już prawie pół roku, a jak wiadomo, życie codzienne znacznie różni się od wakacji
(zwłaszcza za hotelowa bramą) Świadomie wybrałam na początek normalny wolnostojący dom,
a nie zamknięty kompleks z ochroną i drutem kolczastym dookoła; żeby lepiej poznać prawdziwe
życie ludzi i okolicę. Jeść i żyć jak oni. Zacznijmy optymistycznie, żeby nikt nie zarzucił mi na starcie,
że chyba całkiem mi się w głowie przewróciło :P

1. Klimat, bezsprzecznie i bezapelacyjnie jeden z największych plusów EVER !!! Słońce, woda, kojący szum oceanu, możliwość kąpieli i spacerów CAŁY ROK ! boso na plaży. W Polsce cierpię okrutnie od listopada do wiosny, która w poprzednich latach przychodziła coraz później, a dalej, jak śpiewał Kazik-
lato bywało niegorące … ostatnio nawet nie wykąpałam się w jeziorze ;(
Tutaj mimo pory deszczowej, po przelotnych opadach wychodzi słońce i od rana dzień jest lepszy.
Śniadanie na tarasie, śpiew ptaków, myśl- że kiedy skończysz z obowiązkami- na plażę masz 5 minut piechotą, sprawiają że poranki różnią się od tych listopadowych, kiedy pod nosem przeklinasz skrobiąc auto.
Kąpiel w ciepłym, łagodnie kołyszącym oceanie, opcjonalnie pod gwiazdami…
Zapach powietrza, frangipani i inne kwitnące kwiaty, przyprawy, bajka :)

 

2. Na fali tego optymizmu lecimy dalej z plusami- owoce, ogólnie jedzenie. Uważam, że nie jesteśmy na ziemi
za karę, hedonistyczny styl życia jest mi bliski ;) Mauritius sprzyja temu jak cholera. Obłędnie pyszne ananasy, papaje, słodkie małe bananki, mango jak nigdzie indziej, liczi, woda kokosowa… za dużo by wymieniać.
Potem już po całości- paleta bogatej kuchni muliti-kulturowej, od kreolskiej, przez hinduską, po chińską…
Mauritius to dla mnie RAJ kulinarny, genialny miks smaków i przypraw, dostępny dla każdego, można się zachwycić zarówno w niepozornej budzie na ulicy (płacąc jakieś 6 zł), w czy restauracji.
Mogłabym tak jeszcze długo, kto lubi takie smaki i był to wie ;)
Do tego rum i pyszna herbata w wieluuu smakach <3

 

3. Skoro jesteśmy przy jedzeniu- lubicie włoskie, francuskie wino? Sery? Szczególnie pleśniowe?
najlepiej z orzechami i winogronami… Ja uwielbiam. I to niestety pierwszy minus, jaki przychodzi mi do głowy- generalnie cały nabiał, a już w szczególności ten importowany, jest tutaj koszmarnie drogi.
Kulka mozzarelli za 15 zł nie jest czymś, czego oczekuję w sklepie :P
Nie wspominam o serach typu parmezan czy rokfor…
Podobnie wina, ale jestem w stanie to zrozumieć skoro jesteśmy na końcu świata, w królestwie trzciny cukrowej, a nie na toskańskich zboczach winorośli. Niestety to nie jest kraj dla smakoszy win i serów
(w cenach dla nas akceptowalnych i znanych z Europy) ale na szczęście są też całkiem dobre wina z RPA
czy niektóre lokalne- więc można poznać nowe smaki.
Nie mogę też pojąć dlaczego tu nie ma dobrych pomidorów?!

 

4. Ceny zachodnich kosmetyków- dwa albo trzy razy drożej niż w Europie! Ale ma to też swoje plusy,
bo zawsze tam, gdzie jestem staram się używać tych lokalnych, a na Mauritiusie mam ogromny wybór hinduskich kosmetyków, tańszych niż koncernowa chemia. Lubię szczególnie te do włosów Vatiki, a do ciała używam od dawna oleju kokosowego, a tutaj nigdzie nie mam z nim problemu. Naturalne olejki, czy to do ciała, czy twarzy lub włosów- to moje odkrycie ostatnich lat i skóra jest mi za to wdzięczna.
Wypróbujcie patent z peelingiem z fusów z kawy i brązowego cukru, dla mnie REWELACJA!

 

5. Zdrowie- jeśli masz prywatne ubezpieczenie, kliniki i szpitale są na dobrym poziomie.
Kiedy pierwszy raz byłam u lekarza, pozytywnie zaskoczyło mnie to, że leki dostajesz od niego, w ilościach,
jakie są akurat potrzebne. Ale jest tez mały minus- nie mam w zwyczaju od razu biegać z każdą bzdurą
do lekarza. W Polsce, kiedy coś mi dolega, po prostu idę do apteki i kupuję coś sprawdzonego.
Tutaj to praktycznie niemożliwe. Pytając o większość z znanych mi leków, farmaceuci patrzyli na mnie jak na kosmitkę. A przecież nie wezmę ze sobą całej apteki. Podobnie jak we Francji, dolipran, czyli paracetamol jest podstawą leczenia wszystkiego, ale o zgrozo- bardziej zdziwiło mnie to, że można sobie prosto z ulicy kupić antybiotyk bez recepty…

 

6. Brak rekinów, dużych pająków, węży i innego robactwa ( poza jeżowcami i karaluchami) – na szczęście mimo tropikalnego klimatu, to nie Australia, gdzie wszystko chce Cię zabić. Tylko te nieszczęsne komary…

 

7. Coś co mnie wkurza do granic możliwości- śmiecenie, w zasadzie syfienie gdzie popadnie. Jesz coś albo pijesz? Stoisz akurat nieszczęśliwie 3 metry obok kosza? Nie wysilaj się i wywal wszystko tam gdzie stoisz.
Masz do wyrzucenia gruz po remoncie czy stara kuchenkę?
Nikt nie będzie przecież robił afery jak wyrzucisz to do lasu, obok plaży czy na pusta działkę na uboczu. Mauritius to takie trochę małe Indie, więc poza pyszną kuchnią, z dobrodziejstwem inwentarza trafiło się też ‘nieco indyjskie’ poczucie czystości i brudu. Najłagodniej mówiąc- całkowicie odmienne od naszej
(co nie znaczy że Polska jest drugim Singapurem, ale różnice w tym względzie są KOLOSALNE)
Pamiętam, że kiedy przyjechałam pierwszy raz poza hotel, byłam ZSZOKOWANA podejściem do śmiecenia.
Plaże publiczne i okolice- po weekendowych spotkaniach lokalesów wyglądają czasami jak po wybuchu
bomby w burdelu. Widok gościa w drogiej furze, wyrzucającego przez okno np. resztki po McDonaldzie prosto przez okno, niestety nie jest wyjątkiem. Smutne jest to, ze większość, czy to dzieci, czy dorośli, bezmyślnie śmiecą gdzie popadnie, co skutkuje stertami śmieci.To jest rzecz której nigdy nie pojmę i nie zaakceptuje,
jak można mieszkać w tak pięknym miejscu i robić u siebie tak WIELKI SYF!!

 

8. Ogromne ilości bezpańskich, często rannych czy chorych psów wałęsających się po całej wyspie.
Dla kochających zwierzęta strasznie smutny widok, niestety mimo starań różnych organizacji zajmujących
się leczeniem i sterylizacją, to tutaj wciąż duży problem. Po część wynika z mentalności ludzi i niestety przedmiotowego stosunku do zwierząt. Sama przygarnęłam jednego kota, ale wszystkim nie jestem w stanie pomóc.

 

9. Kultura jazdy. Drogi są w super stanie ( nie ma mrozu i soli) ale te boczne są bardzo wąskie,
a kierowcy (szczególnie motorów) wciąż dbają o to żeby za bardzo nie spadło nam ciśnienie w czasie jazdy
i potrafią nieźle zaskoczyć… Poza tym trzeba się przyzwyczaić do ruchu lewostronnego
(nie wiem po co im to było?)
o takich oczywistościach, jak prawie większego na drodze, parkowania gdzie popadnie czy używania klaksonu
w każdej możliwej sytuacji chyba nie muszę wspominać?

 

10. Biurokracja, bałagan w papierach, bzdurne, często wykluczające się przepisy, zależne od aktualnego humoru i dobrej woli urzędnika. Ciągłe zmiany przepisów. Czasami załatwienie dość błahej sprawy zajmuje pół dnia…
Nie mam siły rozwijać tej kwestii, bo nie chce się od nowa denerwować, ale jeśli czasem narzekacie na Polskę
w tym temacie- wierzcie mi, naprawdę nie jest tak źle.

 

11. Kiepski, wolny, drogi i niestabilny internet. Pierwszy raz spotykam się z czymś takim-
dlaczego dziś słabo chodzi internet? To pewnie przez deszcz czy burzę :O

 

12. Obsługa klienta, w sklepie, banku etc – na początku do szału doprowadzały mnie maksymalnie zwolnione ruchy kasjerek. Każdy problem, typu karta nie wchodzi, czy skończyła się rolka w kasie- to koniec świata, regularnie ćwiczę moją wyrozumiałość do granic możliwości, bo tu nikt się nigdzie nie śpieszy

 

13. Język – wszyscy mówią po angielsku, nie zdarzyło mi się jeszcze żebym nie mogła się z kimś porozumieć. Ludzie są w większości bardzo pomocni i szczerze życzliwi

 

14. Pokojowe współistnienie kilku religii jednocześnie, wzajemny szacunek do siebie, chapeau bas,
tego powinniśmy się od nich uczyć

 

15. Podoba mi się sposób spędzania wolnego czasu rodzinnie, czy z przyjaciółmi na plaży.
Maurytyjczycy autentycznie potrafią cieszyć się życiem, drobiazgami, nieśpiesznie celebrując chwile.
Nieważne, że mają tylko bambusową matę czy leżaki, kilka piwek, czy butelkę rumu, a do tego prosty posiłek przygotowany wcześniej w domu. Najważniejsi są najbliżsi i spędzony z nimi czas.
Niedaleko zwrotnika Koziorożca czas płynie inaczej, wolniej, po maurytyjsku – a to uwielbiam od początku <3

(Visited 475 times, 1 visits today)

Powiązane wpisy

Share This

About the author

Cześć, jestem Monika i niedawno rozpoczęłam największą przygodę mojego życia - zamieszkałam na Mauritiusie. 10 000 km od domu w Polsce, 1 000 km na wschód od Madagaskaru, niedaleko zwrotnika Koziorożca. Mark Twain napisał kiedyś, że najpierw powstał Mauritius, a na jego podobieństwo raj, zapraszam więc na bloga o o codziennym życiu w moim małym raju.

View all articles by monika_8777

1 comment

  1. womaninthemirroruk

    Piękne widoki :) Szkoda tego śmiecenia i tych biednych zwierząt. Niestety to się nie zmiei dopóki mentalnośc ludzi nie ulegnie zmianie :( Smutne, bo miejsce faktycznie przypomina mały raj na ziemi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.