Nepal – oczekiwania, a rzeczywistość

Nepal – oczekiwania, a rzeczywistość

Ludzie piszą o wakacjach dobrze lub źle, ale na pewno nie obiektywnie. Spróbuję napisać coś o tym pięknym kraju tak, żeby było widać, że nie jestem z „Orbisu”.

Już wcześniej wspominałem, że Nepalczycy nie unoszą się nad ziemią w pozycji lotosu. W ciągu pierwszego tygodnia wielokrotnie mijałem wiejską knajpę i zawsze kilku pijaków tam było. Nie do pojęcia, przecież oni powinni medytować!

Podobno połowa Nepalczyków nie umie pisać, ale jak każdy szanujący się naród wiedzą, jak robić bimber. Czy dobry, tego nie wiem. Butelka mnie nie zachęciła.

Ów bimber odczarowuje piękny nepalski świat. Alkohol jest tak wpisany w prozę życia, że natychmiast zdajesz sobie sprawę, że nie jesteś w bajce. Że to są zwykli ludzie. To odczarowanie jest dobre, bo z miejsca przestajesz traktować ich jak egzotyczne ptaki na krańcu świata.

Niektórym Europejczykom to się wydaje, że fajnie byłoby pojechać do Nepalu i zbudować szkołę. I że w ogóle jak to zajebiście podniesie ci morale i o rany jakie cudowne marzenie. Że twoja pomoc jest niezbędna w Bajdocji i natychmiast musisz spakować najpotrzebniejsze rzeczy i lecieć. Z jednorożcem.

Bajdocję jednak, jak każde inne miejsce na świecie, zamieszkują różni ludzie. Od tych, którzy łoją bimber o ósmej rano, do takich, którzy potrafią zbudować sobie dom w kilka dni. Tam nie mieszkają jakieś bezradne dzieci. Tam mieszkają ludzie, którzy potrafią zagrać bezradne dzieci, po to, żeby biały człowiek zbudował za nich szkołę.

Biały człowiek, dzięki któremu ten kraj jest rozpuszczony jak dziadowski bicz. Na wioskach dzieci zaczepiają cię i żebrzą o słodycze. I o pieniądze, naprzemiennie. Sweets, sweets, money, money? Om mani padme hum. Almonds and dollars. Ktoś je do tego przyzwyczaił.

Dorosłych z kolei przyzwyczaił ten ktoś do tego, że turysta jest od sponsoringu. Jeżeli coś kosztuje dolara, to bądź pewien, że sklepikarz będzie próbował ci to wcisnąć za dolarów dwadzieścia. Targowałem się zawsze. Taka tradycja, tak czytałem. A poza tym nie możesz się nie targować, jeśli cena startowa jest żywcem wyrwana z Harrodsa. Niektórzy biali ludzie pouczali mnie, że jestem trochę bezczelny z tym targowaniem się na każdym kroku. To oni psują nepalskim dzieciom zęby. To źli ludzie, Kuba.

Więc jeśli nie jesteś Howardem Roarkiem, albo przynajmniej inżynierem Karwowskim, to poleć zobaczyć Himalaje z bliska. Naprawdę dobre. Nie leć z myślą podawania cegieł na budowie, oni sobie naprawdę z tym poradzą.

(Visited 184 times, 1 visits today)

Powiązane wpisy

Share This

About the author

Wpisy redakcyjne. Polecamy

View all articles by BlogerzyZeSwiata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.