Co dobrego o Gruzji?

Co dobrego o Gruzji?

Jako że, po jednym z ostatnich postów rozeszła się plotka, że Gruzji nie lubię, śpieszę z postem równoważącym to wrażenie. Po pierwsze należy zrozumieć, że czym innym jest podróżowanie po Gruzji, stricte turystyczna (mainstreamowo turystyczna) i krótkotrwała zabawa odbijania się od jednego wygłaszczonego miejsca wskazanego przez przewodnik do drugiego i na koniec ucieczka do własnego, ciepłego, wygodnego łóżka z masą napstrykanych zdjęć „zielonego Eldorado” do poduszki, a czym innym mieszkanie tutaj bite 24 h na dobę. Z wszystkimi niedogodnościami i nonsensami included. Zresztą, wybaczcie cliche, nie dotyczy to tylko Gruzji, ale każdego bez wyjątku państwa w którym przebywamy nieco dłużej, a które – po prostu – nie jest naszą ojczyzną. Francja, Anglia czy Bangladesz – wszystko jedno, bo cała istota sprawy, jakże bolesna nieraz kwintesencja, nie leży bynajmniej w stopniu rozwoju cywilizacyjnego konkretnego państwa (chociaż, po prawdzie, mieszkając parę lat temu w Niemczech praktycznie nie doświadczałam nerwicy – ale to pewnie wina wybiórczości pamięci).

Kraj, w którym się urodziliśmy niemal niezauważenie wstrzykuje nam do krwiobiegu lokalne kody kulturowe (co nie przeszkadza nam w jego permanentnym krytykowaniu, bo to wszak zwykle trudna miłość jest), w obcym kraju poruszamy się już zwykle po omacku, bez znajomości owych kodów, które i tak są zazwyczaj niewyuczalne, działamy metodą prób i błędów, niezależnie od tego jak wiele mądrych ksiąg i opracowań akademickich grzebiących w danej mentalności przeczytaliśmy. To po prostu trzeba przeżyć. Na własnej skórze. Ale nie ma tego złego, bo w końcu „scars are tattoos with better stories”. Nie, nie żałuję swojej decyzji, bo dzięki „przetarciu” się w zupełnie innym (i trochę odjechanym) mentalnościowo sosie dowiedziałam się bardzo wiele o sobie samej i chyba dojrzałam albo może do-dojrzałam. I Wam również polecam życie chociaż przez moment (rok w perspektywie całego życia to ledwie moment) w innym kraju – nie ma lepszej szkoły nad własnymi słabościami, lękami, pragnieniami i celami niż włożenie siebie z premedytacją w odmienny kontekst kulturowy.

Z pełną szczerością i odpowiedzialnością (za ostateczne odkrycie kart i odczarowanie Gruzji przedstawianej obecnie w Polsce w nazbyt kolorowych barwach) wyłuskałam część rzeczy, które mnie w Gruzji denerwują (niektóre są czynnikiem drażniącym tylko w reakcji z moją osobą, podczas gdy wiele z tych spostrzeżeń jest dzielonych z innych ekspatami spotykanymi w Gruzji, powiadam Wam, że gdy już się zbierzemy tylko w naszym ekskluzywnie gronie „nie-Gruzinów” gros naszego czasu zajmują dyskusje dlaczego „jest jak jest”, będące zawsze niedoskonałą próbą zbudowania kompletnego studium socjologicznego narodu wśród którego obecnie żyjemy). Nie mniej jednak, naprawdę, przyrzekam, znajduję też miłe sercu pozytywy, za którymi będę rzeczywiście, bez ściemy, tęsknić! Może rok to również wcale nie tak dużo, może nie mam prawa krytykować, wypominać…Ale na pewno mam prawo zauważać! Życie jest krótkie, dobrze więc żeby chociaż nie było banalne.

A zatem co my tu mamy…Wybór w pełni autorski. Nie wiem czy to dużo czy mało, ale tyle jestem w stanie na ten moment sobie przypomnieć.

  • przyroda. nie podrasowana, nie zniekształcona ręką człowieka, dzika, naturalna. autentycznie majestatyczne góry Kaukazu, wodospady, lodowce, czyste rzeki. nie są to Stany, nie jest to Kanada, w Polsce też można znaleźć piękne rezerwaty przyrody (i w prawie każdym kraju świata), ale trzeba być uczciwym i przyznać Gruzinom, że jakkolwiek geopolitycznie Zakaukazie jawi się prawie jak przekleństwo, to uroda krainy wynagradza ewentualne straty moralne (również dosłownie – w banknotach turystów), jeśli nie są posunięte do zniknięcia z mapy politycznej świata np. za sprawą Matiuszki Rossiji; będę tęsknić za kontrapunktowością przestrzeni, której brakuje w Warszawie (Warszawa ma za to inne zalety)
  • absolutnie najpiękniejsze gwiazdy jakie kiedykolwiek w życiu widziałam, zdają się być bardzo blisko, na wyciągnięcie ręki; uczty na dachach pod rozgwieżdżonym niebem to jest żywa magia!
  • wybrane potrawy – np. chaczapuri adżarskie z jajkiem na wierzchu (kulinarna śmierć, ale przepyszna) czy bakłażany z pastą orzechową, świeże czurczchele (orzechy w polewie winogronowej), gruzińskie pierogi – chinkali też dają radę; dobrze, że niektóre z nich można przygotować w Polsce bazując na tym co u nas dostępne; naturalne, nie przekombinowane genetycznie owoce i warzywa – zwłaszcza wiosną i latem, bo zima to już zdecydowanie należy tylko li prawie do ziemniaków (które nomen omen są o wiele lepsze niż w Polsce!)
  • specjalne, multifunkcyjne automaty płatnicze na każdym kroku (zdarzało mi się już spotykać je dosłownie w sklepach postawionych w „żywym polu”, na kompletnym odludziu, co sprawiało dość kosmiczne wrażenie), za pomocą których można dokonywać wszelkich opłat, począwszy od doładowania telefonu, przez regulowanie rachunków za gaz, światło czy prąd, skończywszy na usługach sprzątania. bardzo praktyczna rzecz.
  • ogromne katedry i monastyry położone często gdzieś „na końcu świata” w otoczeniu ośnieżonych szczytów – co prawda, wiele z nich jest „na jedno kopyto”, na planie krzyża, z kopułami, i podobnymi w treści freskami – zgodne z ortodoksyjnymi wytycznymi architektury prawosławnej, po „zaliczeniu” któregoś z rzędu zabytku wiadomo czego się spodziewać następnym razem, główną ich zaletą jest antyczność – wielka zaleta, racja, mury pamiętające setki lat, ale wszystko to kosztem oryginalności. jedna szkoła architektury sakralnej gwarantuje te same doznania estetyczne we wszystkich regionach Gruzji
  • brzmienie języka i czyste piękno starożytnego alfabetu, które „egzotyzuje” otoczenie, mocowanie się z gramatyką też bywa bardzo przyjemne
  • niezwykła aromatyczność ziół i przypraw, które potrafią nadać ostateczny szlif potrawom, nie do podrobienia w zasadzie nigdzie poza zasięgiem dostępności owych mieszanek i kombinacji przypraw, do tego są tak tanie!
  • dobre wina, zwłaszcza w Kachetii; fakt, że niemal każda rodzina produkuje własne wino, niczym swój herb smakowy, poplątane winorośla przy każdym domostwie – „w dzikie wino zaplątani” ^^
  • krużganki, patia i balkony – ażurowe, zdobione, szerokie, zadaszone, ażury współgrają ze światłem i cieniem tworząc tymczasowe świetlne płaskorzeźby na fasadach; nieodłączona część staromiejskiego krajobrazu Tbilisi
  • megrelski ketchup, rosyjski majonez i gruzińska lemoniada
  • bezpośredniość interakcji na bazarach i targach – wszystkiego można spróbować, powąchać, dotknąć, poradzić się co do przepisu, poplotkować, poćwiczyć swój gruziński, odchodząc zawsze z komentarzem w tle „kargi gogo” („dobre dziewczę”); co prawda po wyprawie na duże bazary tbiliskie jestem wykończona, ale za to naładowana pozytywną energią i ciepłem ludzi (nawet jeśli trochę wyuczonym „pod turystów”), ten rodzaj otwartości od czasu do czasu, zupełnie mi odpowiada
  • toasty podczas supr (tradycyjnych gruzińskich uczt) – niektóre, mimo że powtarzane i słyszane wielokrotnie, za każdym razem traktowane z najwyższym szacunkiem i odbijające osobowość wznoszącego toast, przybierające częstokroć postać przypowieści i alegorii, część spuścizny literackiej Gruzinów; atmosfera przyjaźni i tolerancji przy stole (który może być zupełnie prowizoryczny); supry na cmentarzach – wznoszenie toastów za zmarłych na grobach (naprawdę to lubię! i nie widzę w tym „profanacji” miejsca spoczynku)
  • fotografie lub portrety nagrobne (często naturalnej wielkości) przedstawiające zmarłego w charakterystycznej dla niego sytuacji z całym inwentarzem przedmiotów dla niego typowych – np. w samochodzie za kierownicą, wznoszącego toast, tudzież rąbiącego drewno – bardzo zabawne :D
  • super-delikatne zapachowe chusteczki higieniczne (jestem prawie całkowicie poczytalna, gdy to piszę :D)
  • nieprzewidywalność, temperament, uciekanie schematom – także bywa fajne, bo znamionuje przygody, gdziekolwiek by się nie poruszyć
  • gruzińskie kobiety, pomocne, ciepłe, pracowite, skromne, wykształcone, świadome i dużo, duuużo mądrzejsze od mężczyzn – różnica w reprezentowanym poziomie jest kolosalna; muszę też z drugiej strony przyznać, że mężczyźni bywają czasami bardzo przystojni (ale palą, piją i nie uprawiają sportów, co całkowicie ich skreśla w moich oczach)
  • rozbrajająca dbałość o dzieci. dzieci mają tu rzeczywiście ładne. i zdolne. niestety potem szybko i paskudnie bisurmanieją, dotyczy głównie  płci męskiej
  • Tbilisi, saute. wyjątkowe miasto, może właśnie dlatego, że bardziej europejskie niż gruzińskie; oglądanie gwiazd i nocnych świateł miasta na Mtacmindzie; łaźnie tbiliskie i sauny
  • niesamowity, barwny folklor i stosunek do niego – traktowany z poważeniem, wychuchany i dopieszczony, powód do uzasadnionej dumy – wspaniałych tańców gruzińskich uczy się tu dzieci od samego początku edukacji (w ramach edukacji formalnej, a nie dodatkowej, umiejętność zatańczenia narodowych tańców nie podlega dyskusji i wyborowi – trzeba i już!)
  • bezbrzeżna horyzontalność przestrzeni, stepowość, vide: okolice David Garedża oraz Parku Waszlowani na granicy z Azerbejdżanem
  • świeże, gorące szotis puri – gruziński chleb w kształcie wrzeciona prosto z pieca, z soczystymi pomidorami
  • doskonałe, wyborne wręcz warunki dla raftingu –  rwące, górskie rzeki, zwłaszcza w regionie Racha

Więcej grzechów nie pamiętam ;)

(Visited 176 times, 1 visits today)

Powiązane wpisy

Share This

About the author

SylwiaZajdel

Wolontariuszka EVS, która rzuciła pod wpływem chwili swoje poukładane warszawskie życie i wyjechała do małego, górniczego miasteczka Tkibuli w zachodniej Gruzji. Romans z Gruzją rozpisany na dwa głosy, miesięcy dwanaście. Introwertyczka, romantyczka, zdaje się, że jednak domatorka, która wpadła na własne życzenie w macki ekstrawertycznego kraju.

View all articles by SylwiaZajdel

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.