Współczesna przypowieść o pokorze

Współczesna przypowieść o pokorze

O takiej pokorze w życiu. Zapewne pamiętacie wszystkie te stare opowiadania z morałem. Te o Dobrym Samarytaninie czy też te przypowieści buddyjskie i chińskie, w którym zawsze była jakaś myśl ponadczasowa. Była nauczka albo lepiej rzec i nauka.

No właśnie, wszystkie one powstały bardzo dawno temu, ale czy kiedyś się ktoś zastanawiał dlaczego nic nie powstaje obecnie. Czyżby na prawdę każda nauka na życie mogła mieć swoja historię jedynie w czasach starego dziada pradziada?

Prawdę mówiąc nie sadzę, ale za to sadzę, że nasze życie obecnie nie ma zupełnie czasu, aby się tak po prostu zatrzymać. Zatrzymać i tak normalnie się zastanowić czy aby na pewno to co nas spotyka nie ma jakiegoś głębszego znaczenia. Może dostajemy jakąś tam wiadomość z jakiś tam sił we wszechświecie, które tak po prostu, jak za czasów owego dziada pradziada, chcą nas czegoś znowu nauczyć. Albo tak poduczyć. Bo mimo, iż ponoć to wszystko jest nam tak zwyczajnie znane, często jest po prostu zapomniane. I siła owa przychodzi i chce nam to przypomnieć, tak po prostu i zwyczajnie, co jest na prawdę w życiu ważne.

No więc ja zapodam przypowieść współczesną , nie będzie dziada ani pradziada, będzie za to Emigrant. Emigrant Millenijny ! Przyjechał on bowiem do Anglii w poszukiwaniu szczęścia, a może śmiało trzeba przyznać i sukcesu, kupy pieniędzy i statusu społecznego, którego ponoć nie mógłby osiągnąć tam skąd wybył. Czy to jest poprawnym stwierdzeniem, tego nie wiemy i tego tu sprawdzać czy oceniać też nie będziemy. Przyjrzymy się za to losom rzeczonego Emigranta, pełnego determinacji i aspiracji.

Przybył jako potencjalny student więc i pracę dorywczą a chyżo podłapał… jako… kierowca autobusu. Absolutnie odstawało to od jego wymarzonego celu, ale praca dawała możliwości dostosowania jej do grafiku dobrze prosperującego studenta. Niestety szybko się zorientował, że jest otoczony ludźmi ciężko pracującymi, którzy jednak nie mają podobnych aspiracji. Ich ambicja, jego oczami oczywiście, ograniczała się do pracy kierowcy i to akurat całkowicie kłóciło się wewnętrznie z jego potrzebą “wyższego” statusu społecznego. Jakiego? Nie wiedział, ale wiedział, że do pracy nie chce chodzić w garniturku kierowcy, ale tym modnym garniturze businessmana. Marzyła mu się aktówka, firmowe buty i jedwabny krawat. Nie oglądając się na możliwości, które pojawiły się w obecnym miejscu pracy, porzucił ją śmiało w pogoni za marzeniem. I nic by chyba w tym złego nie było, gdyby ta siła napędowa nie była podlewana olejem wstydu. Wstydu, kim był dotychczas i z kim pracował. A dziad pradziad w swojej przypowieści dawnej by tu chyba chętnie dorzucił, że ponoć żadna praca nie hańbi.

No więc został businessmanem a do swojej pierwszej pracy kierowcy nigdzie się już nie przyznawał. Wymazał również wszystkie dotychczasowe kontakty z tego okresu, bo ponoć mogłoby to wpłynąć jakoś na jego status społeczny.

A czas płynął i płynął, business się kręcił, ale nie w tą stronę, której by sobie życzono. Aż padł! Z kretesem. I niestety po kilku latach różnych prób postawienia go ponownie na nogi, należało spojrzeć w lustro i przyznać się samemu przed sobą do porażki. Ale co teraz? Teraz trzeba zacząć od nowa? Od nowa , oznaczało niestety odszukać w swoim CV to co mogło by mu pomoc mieć stały dochód i tym samym opłacić rachunki. Ale tu nie było nic, bo przecież co było, zostało wymazane i trochę na siłę zapomniane.

Odszukał dotychczasowe świadectwa, dokumenty i stawił się ponownie do pracy jako…. kierowca autobusu. W pierwszym dniu swojej nowej pracy z trudem rozpoznał w swoim nowym szefie swojego starego kolegę. Kolegę, który bardzo chciał być z nim w kontakcie, ale nasz Emigrant miał (jak wiemy), inne plany na grono najbliższych przyjaciół. Jego kolega natomiast kilkakrotnie awansował i mimo, iż uważany był w oczach Emigranta za kogoś, kto absolutnie w życiu nie pragnie nic i nie ma żadnych aspiracji, był teraz kimś , kim on sam mógłby być. Miał piękny dom, samochód i przede wszystkim rodzinę. I rozpoznał go po latach. Nigdy też nie zapytał co tak na prawdę się stało, że wrócił tam skąd wyszedł. Zaprosił go natomiast do domu na niedzielny obiad.

I co na to powiedziałby dziad pradziad gdyby żył teraz?

 

MalgoPolka

(Visited 240 times, 4 visits today)

Powiązane wpisy

Share This

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.