Żyje z akcentem

Żyje z akcentem

Dzisiaj nieco refleksyjnie na temat mojej emigracji a raczej życia Polaka – Emigranta. Ostatnio po raz kolejny przypomniano mi, że pomimo 7 lat pobytu tutaj – ja wciąż mam akcent. I mimo, iż usilnie próbuję o tym jednak na co dzień nie myśleć, ten komentarz pojawia się od czasu do czasu. Na początku bardzo mnie on irytował, w sumie sama nie wiem dlaczego. Jakoś chyba porównywałam go zawsze do swoich reakcji, które pojawiały się gdy jakiś obcokrajowiec mówił w języku polskim. Wzbudzało to we mnie zawsze podziw ogromny, gdyż język nasz rodzimy do najłatwiejszych jednak nie należy. Tu natomiast nie ma pochwal, jest zawsze to samo pytanie: Skąd jesteś? i już w tyle mojej potylicy wiem dokładnie, że za chwile pojawi się próba odnalezienia mi domu rodzinnego w Europie. Na szczęście obszar geograficzny dramatycznie jest zawężony. Nie wyobrażam sobie propozycji umiejscowienia mnie gdzieś w Azji. Chociaż prawdę mówiąc nie wiem gdzie dokładnie sięgają korzenie mojego pochodzenia. W zasadzie jaką mam pewność, że mój prapradziadek stamtąd właśnie nie przywędrował (tudzież przypłynął). Ród mego ojca do wysokich nie należał, więc kto wie.. póki co i jako że dowodów w sprawie jednak nie ma, kwestii pochodzenia wschodnio-europejskiego będę się trzymać.
No więc jestem obca.

Czy mi to przeszkadza? Nie wiem, chociaż przyglądając się temu jak reaguję na komentarze co do mojego akcentu, to chyba jednak tak. Jestem bowiem inna. Nie taka sama, ale inna. Nie mylić absolutnie z indywidualnością, bo to całkowicie coś innego. Nigdy nie chciałam być taka sama jak inni, ale wyróżniając się z tłumu zbyt bardzo, czasami może być przytłaczające? Denerwujące? Bo w sumie chcielibyśmy być zauważeni nie przez to, że akcent inny mamy, a to akurat jest zawsze pierwsze, tuż za tym jak się odezwę. Przysłoni wszystko inne? Może….. Nie wiem…

Czy im to przeszkadza? też kurcze nie wiem. Czasami mam wrażenie, że nie, bo w miejscu, w którym teraz jestem jest jedna wielka masa innych (włączając Azję oczywiście). Ale czy nie jest przypadkiem tak, że w życiu szukamy podobnych? Podobieństwa się przecież przyciągają. Ponoć. Choć patrząc na grono moich przyjaciół, to każdy z nich jest absolutnie inny. I właśnie dlatego ich mam, bo lubię inne, bo chyba potrzebuję inne. Może właśnie dlatego jestem tu gdzie jestem. Więc jeśli jestem tu gdzie jestem, głownie przez inność, to o co chodzi z tym akcentem? Bo jak sama jestem inna, to właśnie przez to jestem inna.
Inaczej też reaguję

a raczej moje ciało robi coś samo tak po swojemu. Wielokrotnie zauważyłam, że kiedy jestem bardzo zmęczona, to sama nie wiem skąd, ale zamiast po angielsku wyrzucę coś tak po prostu śmiało po polsku. Moje ciało a może raczej mój umysł jest przecież Emigrantem! I wtedy kiedy jest słaby, z lekka niedomaga, tęskniąc za tym co prostsze zaczyna mówić po polsku.

To która część mojego JA jest ta inna? Ta, która nie da się zmienić? Pewnie się da ją przystosować, zaaklimatyzować, ale zawsze będzie sobą? Na zawsze zostanie Emigrantem?

Musze z nią być blisko, tak w zgodzie, bo to jest pewnie ta część mnie, która nigdy nie będzie miała problemow z moim akcentem!

MalgoPolka

(Visited 326 times, 2 visits today)

Powiązane wpisy

Share This

About the author

Wpisy redakcyjne. Polecamy

View all articles by BlogerzyZeSwiata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.