Polska sztuką kwitnie!

Polska sztuką kwitnie!

Do takiego wniosku doszłam po wizycie w Kassel. Najcudowniejszy pod Słońcem Mąż wyliczył, że 27.04 przypadał 1000 dzień naszego małżeństwa i uznał, że należy to uczcić:) Traf chciał, że następnego dnia zaczynał się wydłużony weekend i tym sposobem postanowiliśmy na naszą „tysięcznicę” gdzieś wyskoczyć. Początkowe plany romantycznego wypadu na wyspę Rügen storpedowała prognoza pogody niezapowiadająca za specjalnie wysokich temperatur, toteż w ostatniej chwili wymyśliłam Kassel. Nigdy tam wcześniej nie byliśmy, ale znałam zachwycające zdjęcia wodospadów wodnych w tamtejszym parku pałacowym i stąd pomysł. Nie podejrzewałam nawet, jak rozszerzająca horyzonty w postrzeganiu własnej  ojczyzny ta wycieczka się okaże! A wszystko to zasługa „documenta”.

„Documenta” to wydarzenie artystyczne, które raz na pięć lat zamienia Kassel w wielką metropolię kulturalną. Miasto staje się galerią sztuki najważniejszej na świecie wystawy. Najbardziej znani artyści są zapraszani do prezentacji swoich prac, które są wkomponywane w krajobraz miasta. W tym roku „documenta” po raz pierwszy zostało podzielone na dwa miasta. Obecnie wystawa trwa w Atenach (z tej okazji uruchomiono specjalne połączenie lotnicze między Kassel a Atenami), a w czerwcu honory gospodarza eventu na powrót obejmie miato w Hesji.

„Musiałem zrobić coś z Kassel, żeby nie zginąć.”

Arnold Bode

Pomysłodawcą „documenta” jest Arnold Bode. Faktycznie udało mu się zostawić fantastyczną schedę po sobie. Kassel, jak się okazało, jest raczej nieciekawym miastem. Fatalna architektura (co dotyczy większości miast niemieckich zniszczonych w II wojnie światowej), wszechobecnie widoczna bieda (bądźmy szczerzy, oceniając na podstawie wyglądu i zachowania osobników na ulicach, to miasto żuli) i nuda bijąca z różnych zakątków. Ratuje je właśnie „documenta” (w skrócie d), które na przestrzeni czasu stało się eventem na skalę światową. Podczas, gdy d1 odwiedziło 130 000 osób, to podczas d13 w 2012 naliczono 904 992 odwiedzających!

 
Centrum Kassel

 

 
Deptak

 

Z organizacją tego wydarzenia kulturalnego związanych jest sporo ciekawych historii. W 1959 lato było tak suche, że obrazy w pomieszczeniach wystawowych zaczęły się fałdować. Z kolei w 1977 Kassel dopadły niespotykane ulewy.  Nieprzygotowany na taką aurę dach oranżerii zaczął przeciekać i wśród wystawionych obrazów poustawiano wiadra, które napełniały się deszczówką w ekspresowym tempie. W 2007 roku artysta z Tajlandii Sakarin Krue-On wpadł na pomysł zaprezentowania kawałka swojej ojczyzny. Obsadził ryżem usypane z powojennych ruin wzgórze w parku zamkowym. Ryż oczywiście na takiej powierzchni nie wyrósł mimo błagalnych próśb zanoszonych do bogów przy użyciu kadzidełek. Jednym z najbardziej zwariowanych, a przy tym wywołującym uśmiech na ustach dzieł sztuki w historii „documenta” był ustawiony 27 czerwca 1972 przed dworcem głównym cokół Meiersa. Widniała na nim informacja, że 23 marca 1994 w godzinach 15-16 Dieter Meier będzie stał na tej płycie. Słowa dotrzymał. Natomiast highlightem podczas d13 było dzieło „bez tytułu” francuskiego artysty Pierre Hughe. Przez trzy miesiące po Kassel biegała suka o imieniu „Human” z pomalowaną na różowo łapą.

„Przepraszam, widział już pan ten chaos, 

czy to może documenta?”

„Documenta” to wystawa sztuki współczesnej. Jak to ze sztuką współczesną bywa, czasami ciężko rozróżnić, co nią jest. Na d11 Maria Eichhorn założyła spółkę akcyjną, której celem było nieprzyniesienie żadnego zysku. W ramach d13 Norweg Matias Faldbakken opracował w bibliotece miejskiej instalacje, które wyglądały, jakby ktoś powyrzucał książki z regałów. Czytelnicy co chwilę zgłaszali ogromny nieporządek tudzież akt dewastacji bibliotekarzom, którzy dokumentowali wszystkie reakcje. Czasami jednak nie tylko sami odwiedzająycy nie wiedzą, co jest sztuką, a co nie. Założyciel „documenta”, Arnold Bode, uznał jakieś dziwne filcowe coś za resztki opakowania i kazał odesłać je amerykańskiemu rzeźbiarzowi Robertowi Morrisowi. Niestety odesłał mu jego dzieło sztuki…  Domyślam się, jak tamten musiał być wściekły. Móc prezentować swoją sztukę w ramach „documenta” to jedno z największych wyróżnień dla artysty. Dlatego ci, którzy nie zostaną oficjalnie zaproszeni próbują nieraz wyżebrać miejsce dla siebie. Gdy to nie pomoże, pozostaje zawsze podstęp. Kurt Lehmann swoją rzeźbę z plastiku pt.: „Matka i dziecko”, wykonaną na zlecenie wspólnoty mieszkaniowej w Kassel, nie wysłał na osiedle, które miała ozdobić, lecz na „documenta”. Dopiero po wielu dniach odkryto nieznajdujący się w programie wystawy objekt i odesłano go do właściciela.

 
„Skierowany wzrok”, dzieło sztuki pozostałe po przeszłych „documenta”

 

„O rany! Pali się!”

Na widok szarego dymu buchającego z wieży przymuzealnej chciałam wzywać straż pożarną. Powstrzymał mnie Najcudowniejszy Pod Słońcem Mąż, który po szybkiej ocenie reakcji innych ludzi uznał, że tamtym dym wisi i powiewa, podsumował więc „My się o Wasze dobra kulturalne w 1939 nie troszczyliśmy, nie widzę zatem powodu, dlaczego Ty miałabyś sobie zawracać teraz głowę naszymi.” po czym pociągnął mnie za rękę. Okazało się, że słusznie było go posłuchać. Dym ma być eksponatem wystawianym w ramach d14… Jeszcze by mnie kosztami za bezpodstawne wezwanie straży pożarnej obciążyli. Niemniej pomyślałam sobie, że Polska ze swoim smogiem wykosiłaby jak tę instalację.

Po kilku krokach natknęliśmy się na składowisko rur, podobne do tych, jakie dopiero walały się na placu budowy niedaleko bloku znajomej w Polsce. Gdybym nie wiedziała nic o „documenta”, to najzwyczajniej w świecie uznałabym, że coś w tym miejscu remontują.

Turyści w Kassel mogą zaopatrzyć się w mapki śladami poprzednich wystaw, po których w mieście ostały się pojedyńcze obiekty. Ciekawi, jakie to jeszcze cuda odkryjemy, zdecydowaliśmy się odbyć spacer wyznaczonym szlakiem po tej nietypowej galerii.


Trzeba zaznaczyć, że bez mapki się nie obejdzie. Bez niej połowę eksponatów przeoczylibyśmy. Pierwszym z dzieł sztuki, jakie sobie obejrzeliśmy było 7000 dębów zasadzonych przez Beuys’a. Przywiodło mi ono na myśl wspomnienia, gdy jako mała dziewczynka zasadziłam razem z innymi w sumie co najmniej kilkaset drzew w ramach socjalistycznej akcji „zieleń dla kraju”, czy coś w tym stylu.  Jak zwał tak zwał. I jego, i nasze drzewa nadal rosną. Beuys wielkim artystą, ja małą ekodziałaczką.

 Dęby Beuys’a
 Moje drzewko (1986)

No dobrze, przyznaję: moje drzewko prezentuje się skromniej:( Czas sprawdzić, jak dziś wygląda.
Jabłonki z czarnymi owocami nie znaleźliśmy mimo posiadanej mapki, za to udało nam się dotarzeć do tego obiektu:

„Kamień granitowy”

Wzbudził we mnie skojarzenia z masą kamieni pamiątkowych w Polsce, jak chociażby tym:

Kolejnym zachowanym dziełem sztuki z poprzednich „documenta” jest niniejszy napis na ścianie:

Uważajcie mnie za niepoprawną nostalgiczkę, ale o wiele ciekawsze wydają mi się zachowane na ścianach polskich budynków pozostałości po socjalistycznych reklamach:

Słynny łódzki motyl na rogu Sienkiewicza i Tuwima

 

Na koniec spaceru doszliśmy do dzieła sztuki – grządki zasadzonej na głównym dworcu w Kassel:

To właśnie w tym momencie stwierdziłam, że Polska sztuką kwitnie! Nie rozumiem tylko, czemu w świat jeszcze nie poszła ta fenomenalna wiadomość, zwłaszcza, że kierownikiem tegorocznych dokumenta jest Polak, Adam Szymczyk. Kto jak kto, ale on powinien był odkryć, że to nie Kassel, a Polska jest miejscem nieprzeciętnej sztuki współczesnej. Niedopatrzenie to próbuję niniejszym postem nadrobić.  Ogłaszam zatem wszem i wobec: Polska to kraj „documenta”! Na wjeździe do naszego kraju powinny stać budki, gdzie opłacałoby się bilety wstępu do kraju-galerii. Pomyślcie tylko, o jakie wpływy zasilony zostałby polski budżet! Toż to już nie na 500+, a na 1000+ by starczyło. Demografia by nam skoczyła, osiągnięcie czego w dzisiejszych czasach jest szczerze przyznawszy niemałą sztuką.
Do pełni szczęścia brakuje nam tylko jednego: symbolu miasta światowej wystawy sztuki: „Człowieka idącego do nieba”.

Nie martwię się jednak. Nasz rząd z pewnością postara się już o odpowiednią statuę…

 

(Visited 36 times, 1 visits today)
Share This

About the author

Sbundowani

Mam na imię Katarzyna i choć z wykształcenia jestem w pierwszej linii germanistką, to znajomi za sprawą wszystkich moich pasji nazywają mnie "Kobietą Renesansu". W moim życiu zawodowym zajmuję się głównie promocją Polski i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej oraz integracją międzykulturową, która to działalność zaprowadziła mnie min. do Parlamentu Niemieckiego. Na swoim koncie mam też serię wystaw w galeriach niemieckich poświęconych naszemu kawałkowi Europy. Nie jestem typową emigrantką "za chlebem". Właściwie to zawsze chciałam żyć w Polsce. Dwa razy już mieszkałam w Niemczech i za każdym z tych razów próbowano mnie przekonać, bym tu została, ja jednak uparcie jak bumerang wracałam na łono ojczyzny. Jest jednak takie powiedzenie "do trzech razy sztuka", które w moim przypadku miało swoje przełożenie... a zadbał o to ze wszystkich sił Mój Najcudowniejszy Pod Słońcem Mąż (ksywka ta stanowi uśmiech w stronę Ephraima Kishona, satyryka węgiersko-izraelskiego pochodzenia (urodzony jako Ferenc Hoffmann w 1924 na Węgrzech, „ponownie narodzony” w 1949 jako Ephraim Kishon w Izraelu który pisząc o swojej drugiej połówce używał określenia „Najcudowniejsza Ze Wszystkich Żon”) Bliżej mogliście nas poznać z serii artykułów w "Przyjaciółce":)

View all articles by Sbundowani

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.