Emigranckie pogaduchy u fryzjera

Jedną z najtrudniejszych sytuacji organizacyjnych do opanowania po zmianie miejsca zamieszkania (i tu nie ma znaczenia czy to jest inny kraj czy może inne miejsce po prostu) będzie z pewnością zmiana Twojego  FRYZJERA. 

Nie wiem czy bardziej mnie przerażało to, że zaczynam wszystko od nowa , gdzie indziej, czy fakt, że znowu nie mam SWOJEGO FRYZJERA.

Eksperymentowanie w tym temacie jednak do najłatwiejszych estetycznie nie należy, bo przecież na Boga ja już Cię ktoś obetnie to tak na jakiś czas zostanie. Decyzja do dość trwałych należy, musi wiec zatem być dokładnie przemyślana, bo konsekwencje :

  • po pierwsze primo: mogą być po prostu zwyczajnie niekomfortowe
  • po drugie secundo: wzrokowo-meczące,  będziesz oglądać w lustrze efekt swojej fryzjerskiej decyzji przez dobrych kilka miesięcy, zanim pomyłka samodzielnie nie odrośnie.

Tak więc ciężar odpowiedzialności za tą jakże pozornie niewinną decyzję jest olbrzymi i najwyższego intuicyjnego geniuszu.

I oto moje: DWA EMIGRACYJNE SPOTKANIA FRYZJERSKIE:

Spotkanie #1 

Bezczelnie drogie, ale chyba ubezpieczone. Elementem mojego ubezpieczenia i gwarancji roztropności decyzyjnej miała być oczywiście cena no i lokalizacja zakładu fryzjerskiego. Pan Fryzjer, uroczej, południowo-amerykańskiej osobowości, z krzyczącymi tatuażami i zaskakującym brakiem zarostu nie był początkowo w stanie rozluźnić mojej zestresowanej osoby. Brak zarostu a raczej porostu jest jednoznaczny z brakiem dowodu, że rozumie jak emocjonalnie ważnym dla Klienta jest odpowiedni  ruch nożycem.

Po dłuższej chwili nonszalancja mojego wyboru okazała się być doskonałym życiowym posunięciem. Efekt był estetycznie poprawny, kosztowny co prawda, ale wyszłam z twarzą, albo raczej z włosem, ogólnie zadowolona. Jedynym nieodwracalnym mankamentem tej decyzji okazała się być grzywka, której nie było w planach, ale którą wmówiono mi dość skutecznie w trakcie.

Zawsze będę go podziwiać

za wprawną technikę wywierania na mnie fryzjerskiego wpływu. Cnotą okazał się również dość rzadko spotykany w tym zawodzie takt towarzysko-fryzjerski. Zawodowa etykieta nakazuje zabawiać Klienta rozmową o rzeczach wszelakich, której notabene nie cierpię! Nie cierpię rozmawiać przy szumie suszarki, to duży wysiłek fizyczno-słuchowy, nie wspominając o akrobatyce rozmowy, którą nie śmiem przerwać a uważam za zupełnie zbędną w tych okolicznościach. Przysłuchuję się natomiast bardzo chętnie rozmowom innych i zawsze mnie zadziwia fakt, jak chętnie i dość szczegółowo do zwierzeń dochodzi. No cóż być może jestem a społeczna, albo jeszcze nie dojrzałam do socjologicznej terapii fryzjera, bo dodać muszę, niejednokrotnie fryzjer śmiało udziela porad albo cennych wskazówek w dziedzinach zupełnie chyba mu edukacyjnie nieznanych. No chyba, że tu bardziej o budowanie więzi strategicznie chodzi, ale w moim przypadku, przywiązanie do grobowej deski (zakładając, że cały czas porost będzie) absolutnie można uzyskać zostawiając mnie w świętym spokoju i skutecznie skupiając się na ruchu nożyc. Brak zaufania do podzielności uwagi osiąga tutaj szczyt swojego fenomenu patologii.

Pan Fryzjer pozostał zatem w moim życiu na dłużej.

Spotkanie #2

Przypadkowa wizyta u lokalnego fryzjera. Normalnie nie wiem co mnie podkusiło, zazwyczaj jestem rozsądna i nie podejmuję decyzji pochopnych, nieprzemyślanych, zwłaszcza jak już ustalono, gdzie ryzyko uważane jest za estetycznie najwyższe. Impulsywność w takich tematach dotąd była mi nieznana, więc zwalam to na skok (albo spadek) hormonów albo jakiś inne biologicznie niezrozumiane mi zjawisko, które chwilowo zaburzyło moim ciałem a zwłaszcza moim umysłem.

Żadnej finezji wystroju zakładu fryzjerskiego stwierdzić nie mogłam. Tym bardziej zaskakującym wciąż dla mnie jest co tak na prawdę mną wewnętrznie opętało i do takiego aktu lekkomyślności jednak doszło.

Pani Fryzjerka (pochodzenia azjatyckiego, obstawiam Chiny) a chyżo usadowiła mnie na swoim krześle i trybem rozkazującym nakazała sobie wytłumaczyć co takiego mnie do niej sprowadza. Przez chwilę dynamika rozmowy wskazywała na wizytę u lekarza, bynajmniej nie fryzjera, ale ostatecznie udało mi się ustalić, że absolutnie należy jedynie skrócić długość o cały 1 ważny dla mnie centymetr. Bojąc się czy pani Fryzjerka aby na pewno operuje w centymetrach, uprzejmie przytwierdziłam swoją fryzjerską decyzję szybką demonstracją rzeczonej długości, coby później nie było lamentu, a potencjalne niedorozumienie nie dotyczyło jednostek miary.

Żwawy (przypisek: zdecydowanie za żwawy) ruch ręką przyprawił mnie niemal o palpitację serca. Moja szybka interwencja, ażeby powstrzymać ten nadchodzący błąd fryzjerski tylko rozzłościła pani Fryzjerkę. Co prawda do tej pory i tak nic nie wskazywało, że chciałaby nawiązać jakąkolwiek więź społeczną, ale oburzenie na jej twarzy ewidentnie mnie przeraziło.

No tak, teraz to nadchodzą tylko kłopoty:

albo utnie wbrew mojej woli, albo mnie czymś walnie na znak protestu.  Klient nie zawsze jednak to nasz Pan, Klient ma ewidentnie siedzieć i słuchać! Pozostała obecna (pochodzenia nieznanego) klientela nie mogła powstrzymać się od śmiechu, co w zupełności nie powstrzymało pani Fryzjerki, aby mi karcącym tonem wytłumaczyć, że ona jednak wie co robi i rozumie cyfrę 1 (odnoście 1 cm) i mam po prostu się uspokoić. Zatęskniłam za subtelnością mojego pana Fryzjera, jednakże nie mogłam sobie pozwolić na dalsze nostalgiczne wspominki, bo przecież sytuacja wymagała absolutnej czujności i pełnego skupienia z mojej strony. W ostateczności będę może musiała podjąć decyzję, żeby po prostu uciec (nie płacąc oczywiście).

No i w końcu upadł:

cały jeden centymetr (na moje oko to były dwa, ale niech jej będzie). Gdy spojrzałam jednak w lustro nie mogłam pozbyć się wrażenia, że wyglądam tak jak ona. Moja okrągła, dyniowata twarz ubrana została w chińską klasykę sztuki fryzjerskiej! Dumna pani Fryzjerska podała mi drugie lusterko cobym koniecznie zapoznała się z rezultatem (akt ten był jedynym przychylnym w całym tym doświadczeniu). Lokalna klientela przytaknęła głową na znak aprobaty (jakby mi akurat na tym najbardziej zależało) i jednoznacznym ruchem ręki nakazano mi w końcu opuścić lokal.

(Visited 83 times, 1 visits today)
Share This

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.