Wielkie, tłuste indyjskie wesele.

Wielkie, tłuste indyjskie wesele.

Pod koniec stycznia mieliśmy okazję uczestniczyć w prawdziwym, tłustym wielkim weselu naszego sąsiada. Było to moje pierwsze wesele tutaj i mogłam porównać je z tym jak wyglądają nasze polskie przyjęcia. (Na swoim weselu byłam raczej kiepskim obserwatorem, pomijając fakt, że nasze nie było tłuste ;) ).

Nie będę się rozpisywała za długo, natomiast ci bardziej tradycyjni Hindusi wierzą w układ gwiazd, astrolodzy sprawdzają je na podstawie dat urodzenia pana i panny młodej i wyznaczają najlepszy czas ślubu dla nich aby małżeństwo było szczęśliwe i udane. Otóż gwiazdy wskazały 23 stycznia, godzinę 4 nad ranem!

Wczesnym wieczorem 22 stycznia pan młody wsiadł na białego konia w towarzystwie orkiestry i tańczących kobiet i wyruszył na miejsce ślubu. Wygląda to widowiskowo, koń był widocznie doświadczony lub głuchy (na haju?) bo niezbyt przejął się głośnymi trąbkami i bębnami.
My dotarliśmy na przyjęcie po godzinie 22. Pan młody właśnie przybył i wolnym krokiem (milion zdjęć, pamiętajcie, że indyjski ślub to milion zdjęć) udał się na scenę gdzie miał oczekiwać na pannę młodą. W tym czasie goście zajęli się przyjemniejszymi sprawami, czyli jedzeniem. Cała sala (bardzo duża) obstawiona była tzw. szwedzkim stołem z około milionem różnych dań, z różnych regionów Indii. Na każdym weselu (nie tylko indyjskim, ale polskim też) chodzi głównie o to, żeby się najeść (tutaj raczej rzadko podaje się alkohol, w przeciwieństwie do polskich przyjęć) i pobawić. Wiele osób tańczyło pod sceną. Kiedy wszyscy byliśmy syci (i ledwo poruszaliśmy się na nogach) koło północy przybyła panna młoda w towarzystwie rodziców i reszty rodziny.

Kobiety z rodziny panny młodej roniły rzewne łzy (szczere), spytałam męża czy panna młoda już nigdy w  życiu nie zobaczy swojej rodziny? Nie, to po prostu łzy wzruszenia (uwaga : za przyjęcie płaci rodzina panny młodej – często są to gigantyczne kwoty, plus aby wkupić się w łaski nowej rodziny pan młody powinien dostać od pany młodej drogi prezent. Często jest to samochód). Młoda ubrana w piękną sukienkę szła w stronę sceny jeszcze wolniej niż jej narzeczony, jeszcze więcej osób (nie tylko profesjonalny fotograf, a właściwie dwóch) robiło jej zdjęcia. Kiedy w końcu dotarła do celu, przywitał ją pan młody, po kilku rytualnych rzeczach (m.in. nakładaniu wieńców z kwiatów na szyje), przyszła pora na…zdjęcia! Każdy chce mieć zdjęcie z młodą parą, przecież to oczywiste.

Po 1 w nocy wróciliśmy zmęczeni i przejedzeni do domu. W ogromnej sali została rodzina i bliscy przyjaciele, którzy będą czekać do 4 rano na przybycie duchownego, który udzieli im ślubu. Ten sam rytuał, w którym młodzi siedzą przy ogniu, okrążają go 7 razy, a w końcu młody założy młodej mangalsutrę i sindoor i zostaną oficjalnie mężem i żoną.W przeciwieństwie do Polskich uroczystości, gdzie państwo młodzi biorą ślub w kościele, następnie jadą do sali gdzie wraz z gośćmi siedzą przy stołach, jedzą, piją i tańczą w Indiach owszem, są stoły ale większość ludzi raczej stoi lub chodzi od stoiska do stoiska i nakłada sobie na talerz ogromne porcje jedzenia. Poza tym wszystko jest na odwrót : najpierw przyjęcie, później ślub.

Miałam na sobie przepiękny indyjski strój, w którym czułam się jak milion dolarów i przyjęcie to sprawiło mi naprawdę wiele radości. Młodej parze życzymy wszystkiego najpiękniejszego na nowej drodze życia, a tymczasem od tego czasu pan młody co chwilę czyści swój nowy samochód a my byliśmy na jeszcze dwóch, bardzo podobnych wielkich, tłustych indyjskich weselach.

(Visited 62 times, 1 visits today)
Share This

2 comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.