Seks po niemiecku

Seks po niemiecku

Pomieszczenie gospodarcze. Na jednej za ścian wisi szafka elektryczna, na podłodze leżą spore ilości słomy. Kobieta w seksownej czarnej koszulce i pończochach wprowadza do pomieszczenia robotnika, który ma się zająć naprawą szafki elektrycznej. Mężczyzna ma na twarzy czarną maskę.

Kobieta: To jest właśnie szafka elektryczna, z którą  mamy problemy. Jakby mógł Pan ją sprawdzić…

Mężczyzna: No dobrze, ale dlaczego leży tutaj siano?

Kobieta: Dlaczego masz na twarzy maskę?

Mężczyzna: W takim razie  mi obciągnij.

Kobieta podchodzi i zaczyna rozpinać spodnie robotnika. Dalszego przebiegu wydarzeń nie będę tu opowiadać, jako że opisana scena pochodzi z niemieckiego filmu pornograficznego.

Czy potraficie sobie wyobrazić, że właśnie tą scenę nauczyciel zaprezentowałby Waszym dzieciom w szkole w ramach zajęć z komunikacji? Jakoś mam odczucia, że w Polsce następnego dnia po takiej lekcji wszystkie media trąbiłyby o bezeceństwach, jakie nauczyciel pokazuje swoim uczniom, a księża obrzuciliby ze swoich ambon danego metodyka ekskomuniką. W Niemczech znam nauczyciela, któremu opisana scena posłużyła jako materiał na lekcję z komunikacji. Przedmiotem zajęć była analiza spójności wypowiedzi. Za wybór materiału nikt prowadzącego zajęcia karami nie obłożył.

Muszę przyznać, że po kilkuletnich obserwacjach, jak Niemcy podchodzą do tematu ludzkiej seksualności, mam wrażenie, że to naród cierpiący w tym temacie na rozdwojenie jaźni. Z jednej strony sąsiedzi za Odrą wydają się być niezwykle otwarci i nieskrępowani. W niemieckich saunach publicznych (bez podziału na płeć) obowiązuje nakaz korzystania z nich nago. U nas pozostajemy w takim przypadku raczej w kostiumach kąpielowych. Nie jest to zarzut z mojej strony pod naszym adresem. Osobiście wolę polską wersję na korzystanie z sauny. Nie z pruderyjności, ale po prostu nie koniecznie lubię oglądać, co obcym ludziom wisi między nogami tudzież co zazwyczaj skrywają pod biustonoszem. W Niemczech nikt się tym nie przejmuje, dumnie swoje walory prezentuje, serwując sobie jednocześnie dawkę oględzin innych ciał. Mnie za to bardziej ciekawi fakt przymusowości korzystania z sauny nago. Jakoś mi się to kłóci z ogólnie wszem i wobec opiewanymi zasadami wolności każdej jednostki, którymi to Niemcy tak się chełpią. Dziś jednak nie o polityce, więc nad tą kwestią pochylać się dalej nie będę.

Podobną miłością jak sauny obdarzane są tzw. plaże FKK, czyli po prostu plaże nudystów. Jest ich w Niemczech stosunkowo sporo. Generalnie wydawać by się zatem mogło, że naszym zachodnim sąsiadom gołe pośladki obcych ludzi tak często obiły się o oczy, że ciężko ich zakłopotać. Okazuje się jednak, że tak prosta ta historia nie jest.

Jakiś czas temu znajomy był na imprezie integracyjnej swojej firmy. Około stu pracowników brało w niej udział. Odbywała się ona w brazylijskiej knajpie. Atmosfera była ponoć rewelacyjna do czasu występu tancerki ubranej na modłę tancerek z Hawajów. 2/3 towarzystwa miała rzekomo nie wiedzieć, gdzie podziać oczy podczas jej show. Nieswoja atmosfera osiągnęła apogeum, gdy jeden z kolegów należący do „niepruderyjnej” frakcji zaczął razem z występującą wykonywać taniec pod  tyczką bambusową. Znajomy zdający mi relację  z tego wydarzenia opowiedział, że po sali rozszedł się wówczas szept, jakoby zachowanie ich kolegi było nieprzyzwoite i skandaliczne. Ktoś miał wręcz opuścić salę oburzony, że ściągnięto go do nocnego klubu…

Mogę sobie doskonale wyobrazić daną imprezę. Region, w którym wylądowaliśmy w Niemczech jest w temacie seksu dziwny. Z jednej strony za żart z podtekstem można zostać zdzielonym przez łeb Biblią. Z drugiej strony masa tu bud kempingowych rozsianych przy drogach, gdzie prostytutki oferują swoje usługi. Muszę przy tym zaznaczyć, że pisząc „tu” mam na myśli północne Niemcy Zachodnie, we wschodnich rejonach kraju preferowane są ponoć agencje towarzyskie w murowanych przybytkach. Może upodobanie Niemców do agencji towarzyskich wynika z faktu, że według opublikiowanych w 2015 roku badań w Niemczech co czwarta para z dziećmi nie uprawia seksu nawet raz na miesiąc?

Tak się składa, że w trakcie pisania tego posta sprzed naszych okien wycięto drzewa na życzenie właściciela działki nieopodal. Były to przepiękne drzewa. Latem cieszyły nas zielenią, a zimą, gdy spadł śnieg, tworzyły bajeczny krajobraz. Teraz widzimy domki, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia. (To tyle w nawiązaniu do ustawy „Lex Szyszko”, gdzie powoływano się min. na przepisy obowiązujące w Niemczech. Moim osobistym zdaniem są one do d… i teraz nie wiem, do kogo się zwrócić o odszkodowanie za popsucie nam widoku z okna:(((

Tych drzew już nie ma:((( Chlip, chlip


Skoro już nie ma drzew i śpiewających w nich ptaków, to przynajmniej wieczorami lubimy sobie popatrzeć na gwiazdy. Typowo dla regionów protestanckich  mało kto zawiesza w oknach firanki i tym sposobem w wyniku obserwacji gwiazd staliśmy się też niechcącymi świadkami życia seksualnego naszych sąsiadów… Powiem tylko tyle: każdy piątek o 22:00, 7 minut według tego samego schematu. Jeśli jest to model większości par przynajmniej naszego regionu, to chyba zaczynam rozumieć obecność tych bud kempingowych…

Prostytucja jest w Niemczech legalna. Tutejsze prawo uznaje także pary homoseksualne i zezwala im na ślub (od 01.06.2016 w lanadach Berlin, Brandenburgia oraz we Wschodniej Saksonii kościół ewangelicki dopuścił dla nich także możliwość ślubu kościelnego). Znam nauczyciela filozofii i etyki, który żyje wspólnie z księdzem kościoła ewangelickiego. Wiedza o jego orientacji i związku jest powszechnie znana, i nie stanowi powodu do jego dyskryminacji. Trzymający się za ręce mężczyźni na ulicy także nie wzbudzają jakiejś chorej ciekawości. A jednak, gdy przejść do statystyk odnośnie akceptacji społeczeństwa niemieckiego dla związków homoseksualnych na jaw wychodzi pewien rozdźwięk. Najnowsze wyniki badań ogłoszone w styczniu tego roku przez Antidiskriminierungsstelle des Bundes (urząd do walki z przejawami dyskryminacji przy Parlamencie Niemieckim) ponownie pokazały, że tylko na pierwszy rzut oka ogromna większość Niemców (aż 83% badanych) wyraża pełną akceptację dla osób o orientacji homoseksualnej. Bardziej szczegółowe pytania wykazały już, że 40% pytanych miałoby ogromny problem z homoseksualną orientacją swojego dziecka. Dalej okazało się, że 26% badanych nie chce mieć z tematem homoseksualności nic tudzież możliwie mało wspólnego… Owe niekompatybilne ze sobą liczby zdaje się potwierdzać fakt, że w samym roku 2016 do wyżej wspomnianego urzędu zgłoszono 800 przypadków dyskryminacji z powodu orientacji seksualnej. A to odmówiono parze kobiet wynajmu mieszkania, a to nie przyjęto innej osoby do pracy ze wskazaniem na jej preferencje seksualne.

Ale nie tylko pary seksualne potrafią budzić zgorszenie. Chodzę regularnie na basen i raz miałam okazję wysłuchać dość kuriozalnej rozmowy kilku uczniów ok. 6 klasy. Będąc w różnych kabinach przebieralni próbowali dojść do tego, gdzie który z nich się znajduje:

uczeń A: Gdzie jesteś?

uczeń B: W kabinie D.

uczeń C: Niemożliwe, bo w kabinie D to ja jestem.

uczeń A: Do kabiny obok mojej wszedł pan i taka pani, żeby się przebrać.

uczniowie B i D: Opowiadanie sprośnych rzeczy jest zakazane!!!

W tym  momencie nadstawiłam mocniej ucha.

uczeń A: Ale jakich sprośnych?!

uczeń D: Pani XY mówiła nam przecież, że kiedy pan i pani są razem, to jest to sprośne!

„Boże, co opowiadają tym dzieciom w tutaj w szkole?!” pomyślałam sobie tylko.

Mimo całej zaobserwowanej pruderyjności społeczeństwo niemieckie ma za sobą dyskusje, o których w Polsce możemy tylko pomarzyć. Jedną z nich wywołał wyjątkowo dziwny akt seksualny odbyty w 2001 roku przez dwóch mężczyzn. Jeden z nich (Armin Meiwes) był sadystą, drugi (Bernd Brandes) masochistą. Meiwes miał ciągoty kanibalistyczne, Brandes marzył o byciu zjedzonym i opublikował w internecie ogłoszenie, w którym poszukiwał osoby gotowej na zrealizowanie jego fantazji. Odpowiedział  na nią Meiwes. Obydwaj mężczyźnie uzgodnili wszystkie szczegóły, podobno spisali nawet umowę (nie udało mi się jednak do jej treści dokopać), po czym umówili się na swoje tête-à-tête, podczas której ich znajomość została w dosłownym tego słowa znaczeniu skonsumowana.

Przypadek ten wstrząsnął tutejszą opinią publiczną. Meiwes, dziś określany mianem kanibala z Rotenburga, został skazany najpierw na 8,5 lat więzienia, po czym pół roku później jego czyn zakwalifikowano inaczej i wyrok podniesiono na 15 lat. W tym roku Meiwes powinien opuścić mury więzienia. Niemniej to nie sama dziwaczna randka, a ostatnie słowa Meiwsa po ogłoszeniu pierwszego wyroku dały napęd do dyskusji poruszającej niezwykle wiele aspektów życia jednostki w społeczeństwie i narzuconych jej ograniczeń. „To skandal, że ludziom jest zabronione, by pozwolić się zjeść.” tak kanibal z Rotenburga skwitował decyzję sądu. Przez kraj przelały się fale rozmów nt. równości praw obywateli. Skoro homoseksualiści mają prawo do wspólnego życia, to dlaczego ludzie o innych preferencjach nie mogą mieć prawa zrealizować swoich fantazji, o ile nie czynią tego wbrew woli jednej ze stron układu. W przypadku Meiwsa i Brandesa chodziło ostatecznie o dwóch dorosłych mężczyzn o upodobaniach homoseksualnych i dość ekstremalnych ciągotach sadystyczno-masochistycznych, którzy wiedzieli na co się decydują. Marzenie Brandesa o śmierci poprzez zjedzenie to jednak nie tylko temat na dyskusję o dopuszczalnych w życiu społecznym marzeniach seksulanych. Bo dlaczego pragnienie śmierci wywołane popędem seksualnym miałoby być większej wagi aniżeli pragnienie eutanazji przez starego, czy też ciężko cierpiącego człowieka i na odwrót? 

 

W każdym kraju znajdą się ludzie o upodobaniach i fantazjach seksualnych uznawanych przez większą część społeczeństwa za nietypowe. Jednak nie każdy kraj był i jest gotów na tak kontrowersyjne debaty publiczne. W tej kwestii Niemcy okazali się dostatecznie otwarci, by to zrobić. Oczywiście zjadanie ludzi jest u sąsiadów za Odrą ciągle niedopuszczone przez tamtejsze prawo, podobnie jak eutanazja. Dopuszczona jest natomiast aborcja (ścieżkę do obecnego prawa opisałam tutaj: http://sbundowani.blogspot.com/2016/04/fanatyzm-i-kobiece-majtki.html). 

Ostatnio pod debatę publiczną poddano kolejny temat: o faktycznym równouprawnieniu kobiet w Niemczech. Wywołała ją Nora Bossong, autorka książki „Rotlicht” [„Czerwone świała”], wygłaszając opinię, że w dzisiejszych Niemczech kobieta może być kanclerzem, znanym naukowcem, biznesswomen, ale w branży erotycznej jest nadal tylko przedmiotem. Do takiego wniosku doszła na podstawie swoich obserwacji świata płatnej miłości. Jej reportaż wpisuje się w trend  opublikowanych w ostatnim czasie książek, które odsłaniają kulisy najstarszego zawodu na świecie na gruncie  niemieckim. Wyłania się z nich dość spójny obraz klientów przybytków rozpusty w  Niemczech: lubiący pokazać władzę manifestowaną min. przez coraz bardziej absurdalne życzenia… Bossong stawia w swojej książce pytanie, dlaczego dzielnice czerwonych latarnii są nastawione tylko na męskich klientów? Jednocześnie w wywiadzie dla „Kulturzeit” na Sat 3 Bossong uderzyła na alarm, by społeczeństwo nie odwracało oczu od problemu, bo „to nasi sąsiedzi, przykładni mężowie i ojcowie, którzy w domach publicznych pokazują zupełnie inne, czasami dość brutalne oblicze”. Bossong podkreśla ciężką sytuację kobiet zarabiających swoim ciałem.  Większość prostytutek, jakie spotkała zbierając materiały, to obcokrajowczynie, które do tego zawodu pchnęło nienajlepsze położenie materialne. Niemieckie prostytutki mają należeć do wyjątków. I tu zahaczamy o kolejny temat, o którym się co jakiś czas w Niemczech mówi: o moralności Niemców, którym ich dobre położenie materialne pozwala na manifestowanie swojej władzy w sferze seksu, poczynając od wizyt w przybytkach rozpusty w swoim kraju, a kończąc na eskapadach do Tajlandii dla zabawy z tamtejszymi dziewczętami. Bo jakby tak się uczciwie przyjrzeć, to wydarzenia, jakie miały w Sylwestra 2015/2016 w Kolonii wywołały ogromną złość opinii publicznej na męską część uchodźców, a okazuje się, że niemieccy mężczyźni wcale nie lepiej się zachowują za drzwiami pokojów prostytutek. Czy fakt, że płacą im za spożytkowanie ich ciała daje im prawo na przedmiotowe traktowanie tych kobiet?

Tylko, czy niemieccy mężczyźni są faktycznie bardziej władczy w stosunku do kobiet, którym za seks pacą aniżeli mężczyźni innych narodowości? Na to pytanie nie umiem odpowiedzieć. Być może emancypacja w wydaniu niemieckim, (o której pisałam tutaj: (http://sbundowani.blogspot.com/2016/03/dzien-kobiet-w-niemczech-czyli-o-tym.html) spowodowała, że pewna grupa Niemców szuka wentylu dla swojej sfrustrownej męskości właśnie w taki, a nie inny sposób. A może faktycznie pieniądz pełni rolę swoistego afrodyzjaka. Najcudowniejszy Pod Słońcem Mąż ma inne wyjaśnienie. Jego zdaniem w dzisiejszych Niemczech pokutuje społeczny model byłych Niemiec Zachodnich. W Niemczech Wschodnich plaże FKK były niezwykle popularne. W Niemczech Zachodnich nagość i rozmowy o seksie były tematem tabu. W tamtejszym społeczeństwie burżuazyjnym liczyła się piękna fasada, za którą mieszkała przykładowa rodzina. Upust swoim fantazjom dawało się gdzie indziej. Niemcy Wschodni byli w tej kwestii mniej pruderyjni. Zdaje się to potwierdzać znana mi literatura. Po upadku muru berlińskiego model zachodni przelał się na wschodnią część Niemiec. Na ten temat jednak się nie rozmawia. Znaczyłoby to bowiem postawienie w wątpliwość morali byłych Niemiec Zachodnich i to w porównaniu z byłym NRD(!), a do tej rozmowy społeczeństwo niemieckie jeszcze nie dorosło.

(Visited 948 times, 1 visits today)

Powiązane wpisy

Share This

About the author

Sbundowani

Mam na imię Katarzyna i choć z wykształcenia jestem w pierwszej linii germanistką, to znajomi za sprawą wszystkich moich pasji nazywają mnie "Kobietą Renesansu". W moim życiu zawodowym zajmuję się głównie promocją Polski i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej oraz integracją międzykulturową, która to działalność zaprowadziła mnie min. do Parlamentu Niemieckiego. Na swoim koncie mam też serię wystaw w galeriach niemieckich poświęconych naszemu kawałkowi Europy. Nie jestem typową emigrantką "za chlebem". Właściwie to zawsze chciałam żyć w Polsce. Dwa razy już mieszkałam w Niemczech i za każdym z tych razów próbowano mnie przekonać, bym tu została, ja jednak uparcie jak bumerang wracałam na łono ojczyzny. Jest jednak takie powiedzenie "do trzech razy sztuka", które w moim przypadku miało swoje przełożenie... a zadbał o to ze wszystkich sił Mój Najcudowniejszy Pod Słońcem Mąż (ksywka ta stanowi uśmiech w stronę Ephraima Kishona, satyryka węgiersko-izraelskiego pochodzenia (urodzony jako Ferenc Hoffmann w 1924 na Węgrzech, „ponownie narodzony” w 1949 jako Ephraim Kishon w Izraelu który pisząc o swojej drugiej połówce używał określenia „Najcudowniejsza Ze Wszystkich Żon”) Bliżej mogliście nas poznać z serii artykułów w "Przyjaciółce":)

View all articles by Sbundowani

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.