Rozterki podróżnych, czyli po co zwiedzać Giudekkę?

Dziś krótko: Po co zwiedzać Giudekkę jeśli jest się w Wenecji? Czyli mini-przewodnik dla wszystkich tych, którzy są ciekawi nowych szlaków.

Jest wrzesień. Rok, w którym  na dobre odsprzedałam swoje serce Wenecji. Dzień wcześniej wypiłam swojego pierwszego spritza. Siedzę na studni na Campo Santa Margherita i macham nogami. A w zasadzie to nie macham, bo stoję, a o studnie się opieram. W powietrzu unosi się ten niezdefiniowany zapach tytoniu. Krzywie się, bo dym wydychany przez człowieka za mną leci wprost na mnie.  Tego wieczoru zapowiedziałam, że zamierzam przepłynąć się na Giudekkę. Odpowiedź otrzymałam od razu, z prędnoscią światła: „Giudecca? Là non c’è un c***”, czyli chcąc zaokrąglić wulgaryzmy, brzmiałoby to mniej więcej tak: „ Giudecca? G**** tam jest”.   Czyli co dokładnie?

Giudecca jest wyspą znajdującą się w najbliższym sąsiedztwie brzucha weneckiej ryby, naprzeciwko dzielnicy Dorsoduro.

Jak się tam dostać? Kursuje tam przede wszystkim vaporetto nr 2, nazwane przeze mnie „objazdowym”, które zatacza koło od stacji przez Canal Grande, plac św. Marka i Canale della Giudecca.

Otóż wyżej wspomnianego „g**a” tam nie znalazłam, ale za to odkryłam oczywiste, czyli przede wszystkim kościoły, czyli m.in.  XVI wieczny Kościół Św. Odkupiciela (Chiesa del Redentore), Chiesa delle Zitelle czy mniej zachwycający Kościół Św. Krzyża (Chiesa della Santa Croce),a także górujący nad całą wyspą ogromny budynek Molino Stucky, wzniesiony w 1895 z inicjatywy Giovanniego Stucky. Gigant ten w swoim pierwotnym przeznaczeniu był młynem i szybko stał się we Włoszech symbolem architektury przemysłowej. Jego fasadę zwieńcza ku górze ogromny zegar obejmowany przez dwa posągi postaci, pod którym triumfuje dumnie imię i nazwisko właściciela i pomysłodawcy.

Co jeszcze nas zaskoczy na Giudecce? M.in. stacja benzynowa dla motorówek ,taksówek  i innych wodnych pojazdów, co w gruncie rzeczy wydaje się naturalne, bo tak naprawdę tylko niewiele z nich wprawiane jest w ruch przy użyciu rąk umięśnionych panów.

Co dalej? Mogłam rozciągnąć ręce na całej szerokości. We wrześniu wyspa ta nie tętni życiem, przynajmniej nie w roku, w którym byłam tam ja. Giudecca jest jednym z tych niewielu miejsc w lagunie, gdzie łatwiej jest spotkać wenecjanina niż turystę. A ja, przyzwyczajona do weneckiego tłoku, w końcu zrelaksowana mogłam rozluźnić spięte ramiona i chodzić zygzakiem.

Czyli, po co płynąć na Giudekkę  jeśli jest się w Wenecji? Aby zobaczyć coś więcej, odpocząć od tłoku, pohuśtać się na przystanku vaporetto. Bo Wenecja to nie tylko gondole, pałac Dożów i Bazylika. I w końcu bo zawsze byłam za samodzielnym wyznaczaniem trasy zwiedzania.

Wenecję i otaczające ją wyspy będę chciała pokazać Wam od wewnątrz, wciągnąć Was, przeciągnąć na drugą stronę, gdzie głównym pytaniem jakie powinniśmy zadać to nie „gdzie się znajdujemy?”, ale „kiedy?”.

Więcej na: www.poraarbuza.blogspot.com

(Visited 26 times, 1 visits today)
Share This

About the author

Karolina Romanow

Kim jestem? Z wykształcenia filologiem, z zamiłowania odkrywcą. Nie, nie świata. Przynajmniej nie do końca ;) Odkrywcą samej siebie poprzez podróże. Dlaczego wyjechałam? Trochę romantycznie za "wołaniem", bo miejsca, trochę jak ludzie, czasem nas do siebie przywołują; za głosem serca, zapachem powietrza. Wydawać by się mogło, że dużo rzeczy przeze mnie przemawia ;) Na moim blogu www.poraarbuza.blogspot.com zaczęłam od opisywania Włoch takimi jakie je widzę na co dzień, jakimi je pokochałam i jakie ciągle poznaję. Na czym skończę? Czas pokaże. I zawoła ;)

View all articles by Karolina Romanow

1 comment

  1. Adam

    też zawsze staram się trochę zejść z popularnych szlaków, zawsze jest ciekawiej. A Wenecja jak dla mnie jest trochę przereklamowana

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.