Jak się żyje w USA – zakupy w Miami

Jak się żyje w USA – zakupy w Miami

Zakupy spożywcze w Miami… nic wielkiego, ale dla mnie było zaskakujące, że jest tyle różnic w tak zwykłej czynności w stosunku do Polski. Postaram się Wam to nieco przybliżyć.

Zakupy zwyklę robię w Publix- coś w stylu Biedronki, no może bardziej Carrefour Express. Mogłabym tam pieszo chodzić po bułki…ale jeżdżę. Nie, nie dlatego, że tak bardzo się rozleniwiłam. Nie chodzę po bułki, bo pieczywo tutaj smakuje paskudnie i jak udaję się do sklepu to po większe zakupy. Na prawdę to pieczywo jest do niczego, kwaśne, albo za słodkie, miękkie bardziej niż chleb tostowy u nas ( tutaj tostowy to już sama wata), gumowe, nie da się tego niczym posmarować, bo całe się rozpada.

Uwielbiam pieczywo, ale tutaj nie jem go prawie wcale, pewnie na zdrowie (kilogramy) mi to wyjdzie ;)

Ok, to jadę… i chcę zaparkować. Parking spory, teoretycznie nie powinno być problemu z parkowaniem. Ale czasem jest problem. Dlaczego? Bo każdy chce zaparkować jak najbliżej wejścia.

 

Polowanie na miejsca parkingowe przy wejściu do sklepu uważam za otwarte.

Dobrze, rozumiem, podjeżdżam widzę ,że przy wejściu miejsc nie ma to jadę kawałek (dosłownie kawałek) dalej. Ale niektórzy wolą poczekać, aż może jednak miejsce w pierwszym rzędzie się zwolni. Nie kilka sekund… potrafią tak stać i czekać aż do skutku, a za nim następni i następni i wjazd na dalsze miejsca parkingowe zablokowany, ale co ich to obchodzi… Często, okazuje się, że ci polujący na najbliższe miejsca mają problem by wytoczyć się z samochodu (inwalidzi na własne życzenie). Może to dla tego na samym środku wejścia do sklepu stoi taka duża waga…

 

 

Najnowsze wpisy Blogerów ze Świata

A może w ten sposób sklep zachęca do kupowania tych zdrowszych rzeczy, a im zdrowsze tym droższe tutaj. Nieistotne. Idę dalej, wybieram wózek. Mam do wyboru 4 rodzaje, wózek na zakupy z niemowlakiem, z  większym dzieckiem, wózek na zakupy dla osób niepełnoprawnych i taki standardowy. Ten na zakupy z dzieckiem to przekleństwo, 2 razy większy niż standardowy, ledwo mieszczę się na zakrętach ale dziecko ma frajdę, a ja spokój.

 

 

Ruszam. Jest mięso wieprzowe! Sukces, ale dziś akurat nie potrzebuję. Często nie ma nic ze świnki, ale za to są przeróżne krewetki, homary, kraby, rybki. Mi to pasuje, tylko,że moi panowie bez mięsa by za długo nie przetrwali. Ale zawsze są steki, różne, różniste, takich stejków w Polsce nie dostaniemy. Idę dalej, mijam pana z obsługi sklepu i jest : Helo my friend, how are you? itd. Dziecku się już wózek znudził… jedziemy dalej.  Mijamy długie rzędy mrożonek, masa gotowych dań. Jakoś nie mam jeszcze do tego przekonania. Docieram na dział warzywa-owoce i mam przed sobą wersje standardową i dla leniwych ;) Pokrojone w kosteczkę, paseczki lub tarte: cebula, ogórek, szczypiorek, seler, marchewka jabłko, papryka, pomidor, sałaty, pieczarki , truskawki, arbuz, mango, melony, mandarynki i wiele innych… Dzięki temu zrobienie sałatki zajmuje pół minuty. Jest trochę droższe ale niewiele.

 

 

Biorę co potrzebne i chcę jechać do kasy, ale widzę starszego pana z koszykiem elektrycznym dla osób niepełnoprawnych, który stara się coś sięgnąć z póki ale mu się nie udaję.

Grzecznie pytam, czy mogę pomóc, ale nie spodobało mu się to, popatrzył groźnym wzrokiem, wstał z wózka i sam wziął to co przed chwilą starał się sięgnąć. Trudno…jednak nie wszyscy są tu tak przyjaźnie nastawieni. Jedziemy do kasy. Patrze w koszyk i myślę ile znowu zapłacę za te zakupy, kilogram piersi z kurczaka, opakowanie sera, szynki, winogrona, woda, soki, masło orzechowe,  majonez, kawa, płatki , słoik ostrych papryczek, słoik ogórków i trochę świerzych warzyw… Kładę na taśmę. Moja szynka (nieczysta i niekoszerna) została oblukana przez pana w mycce, który stoi przede mną ;) Ale nie zrobił podwójnej zagrody między naszymi zakupami, więc nie jest źle. Moja kolej i się zaczyna… Czy mówisz po hiszpańsku, jak się masz,a gdzie mieszkasz, z jakiego kraju pochodzisz, lubisz tu być ? Padają też pytania o nazwy produktów : Co to? ( trzymając w ręku rzodkiewki), Jak to się nazywa? (spoglądając na korzeń selera). Mówię poważnie, nie wszyscy tu znają takie cuda. Oni wcale obsługując kasę się nie spieszą. Oprócz tego, że sympatycznie zgadują z klientem to jeszcze pogadają sobie z kasjerem obok i taaak wolno skaaanuują kolejne produkty i oglądają je…, że na początku to jest szok! W Polsce w kilka chwil skasują wszystko i już mówią ile do zapłaty kiedy jeszcze połowa rzeczy nie spakowana, człowiek nie wie w co ręce włożyć i jeszcze szukać szybko pieniędzy trzeba i może jeszcze drobnych. Tu na odwrót… stoisz, czekasz, nikomu się nie spieszy … pik…do siateczki…. pik……do drugiej siateczki…pik… a może damy do innej siateczki, albo włożymy siatkę do drugiej siatki ? Aaa! No właśnie nie powiedziałam, że oprócz kasjera jest pakowacz. Nic nie robisz tylko czekasz. Gotowe, płacisz. Znowu 100$ :/ u nas było by około 100 zł.

 

 

Ameryki nie odkryję tym stwierdzeniem, ale nie można tego tak przeliczać jak przed chwilą zrobiłam. Tu są inne zarobki, zarabia się w $ to wydaje się w $. Gdyby to wszystko przeliczyć na ZŁ to te zakupy spożywcze wychodzą  tu 3 razy drożej… Kiedy jesteśmy przy cenach to pamiętajcie, że oprócz ceny jaką widać na produktach trzeba doliczyć podatek. Akurat nie dotyczy to zakupów spożywczych, ale kupując na przykład proszek do prania, żel pod prysznic przy kasie doliczone zostanie 7% do ceny produktu ( do alkoholu też).

 

 

 

Kiedy zakupy mamy już zapakowane i zapłacone, pan/pani pakowacz zwykle proponują nam podwózkę zakupów do samochodu i zapakowanie do bagażnika, licząc na kilka dolarów napiwku. Nie przepadam za tym zwyczajem, dla mnie jest to niezręczne, a niektórzy bardzo się z tą propozycją narzucają, albo wcale nie pytają tylko ruszają.

Docieramy do samochodu,, patrzymy czy nikt nie zdążył go obić, pakujemy zakupy, porzucamy wózek (w bezpiecznym miejscu ;)) i do domu!

 

 

Przedstawiłam Wam opis zakupów na podstawie jednej sieci sklepów, ale jest wiele innych, lepszych, zwykle też droższych miejsc na zakupy spożywcze. Bardzo chwalę sobie sklepy typu Fresh Market i Whole Food, można dostać tam żywność zdrową, organiczną. Od czasu kiedy tu jesteśmy poznałam kilka fajnych produktów, o których wcześniej nigdy nie słyszałam. Zabieram się do tego by żyć bardziej zdrowo, fit itd ;) więc jeszcze wam o tym opowiem. Jest też co opowiadać na temat innyh zakupów np. ubraniowych :D jest szał , ale o tym innym razem.

 

Hi from Miami!

– P.

Najnowsze wpisy Blogerów ze Świata

 

 

(Visited 4 118 times, 1 visits today)

Powiązane wpisy

Share This

About the author

Paulina

Polka, która przeprowadziła się z Gdańska do USA, a konkretnie do Miami na Florydzie.Chcę podzielić się z Wami tym co mnie tu spotyka, opowiedzieć jak się żyję, pokazać okolicę. Mam nadzieję, że strona będzie również przydatna dla osób planujących podróż do USA a szczególnie do Miami. Będę zamieszczać informację, które mogą przydać się podczas pobytu tutaj oraz ciekawostki dla osób fascynujących się tym miastem. Będę bazowała na sytuacjach z mojego życia wziętych. Miło będzie mi was gościć. Pozdrawiam! Zapraszam również do odwiedzin na moim blogu: www.hifromiami.com oraz na facebooku: Hi from Miami - Polka w Miami

View all articles by Paulina

4 comments

  1. Justa Dejko

    Hejka ;) mieszkam w Naples a wiec na zachód po prostej od Ciebie.
    Czytając Twoj wpis widziałam siebie w publix ;)

    Od kiedy tu jesteśmy kupuje chleb gdy naprawdę mam lenia. Na ogóle pieke sama. Dzis powinna przyjść maszyna do chlebka bo juz mi sie ganglion w ręku od ugniatania zrobił. A co tam…maszyna wymiesza, upiecze a ja bede miała cudne zapachy w domu. Bede tez wiedziała co w tym chlebku jest a napewno nie będzie „sponge bob”!!!

    Kiedyś będąc tu jeszcze na wakacjach, poszłam do publix na nogach z wózkiem i dzieckiem w środku. Po zakupach, tradycyjnie po polsku, obwiesiłam wózeczek brązowymi reklamówkami i idę….miny nie do podrobienia ;) pytają gdzie samochód a ja mowie ze w domu!!!

    Fajnie tu mamy w tej Ameryce ;)

    Pozdrawiam z Naples i zapraszam ma cudowny zachód słońca!!

  2. Marek

    Skoro zakupy wychodzą 3x drożej, to biorąc pod uwagę kurs pln do dolara, możemy przeliczać „jeden do jeden” ;) tzn. jeśli coś kosztuje 3 dolary, to tak jakby u nas kosztowało 3zł? Dobrze myślę?
    A chlebek polecam samemu piec:
    do 0,5litra ciepłej wody wsypać 25g drożdży, łyżeczkę cukru i soli, 4 łyżki płatków owsianych. Poczekać aż płatki same wypłyną (z 15-20minut), dodać ok. 500g mąki (białej, razowej lub mieszanki), wymieszać łychą lub mikserem i do pieca na 50minut :) polecam!

  3. Grzegorz

    Gdybyś w Polsce zrobił takie zakupy, to chyba byś się nie wypłacił :) fajny wpis przynajmniej da się zobaczyć jak to jest w innych krajach. Wielkie dzięki za taką możliwość. Będę śledził blogaska ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.